Ostatnie dni nie były dla Grzegorza Guzika najłatwiejsze. Zamiast przygotowywać się do olimpijskiego startu, leżał w łóżku z gorączką. Mimo to udało mu się w biegu indywidualnym zaliczyć drugi najlepszy start w sezonie. – Dałem z siebie wszystko i nie poddałem się. Po to walczyłem cały sezon, żeby tu być, nie mogłem odpuścić – powiedział Guzik.

Nasz jedyny biathlonista, który zdołał wywalczyć kwalifikację do igrzysk w Pekinie w biegu na 20km zajął 49. miejsce. Udział Guzika we wtorkowym biegu, jak przyznał sam zawodnik, do samego końca stał pod znakiem zapytania.

- Wszyscy pewnie już doskonale wiedzą, jakie tu panują temperatury. Musiało mnie przewiać, bo kilka ostatnich dni leżałem w łóżku z gorączką i skupiałem się głównie na leczeniu. Na treningu byłem tylko w poniedziałek, ale bardzo krótko – powiedział Guzik.

- We wtorek rano czułem się już nieco lepiej, ale mięśnie były jeszcze osłabione. Było ciężko, ale cieszę się, że wystartowałem. Dałem z siebie wszystko i nie poddałem się. Po to walczyłem cały sezon, żeby tu być, nie mogłem odpuścić. Jestem w Pekinie sam i wiem, że mój start był ważny dla całej naszej dyscypliny w Polsce – dodał.

Polak rozpoczął od bezbłędnego strzelania, na kolejnych trzech strzelaniach zanotował trzy pudła i do mety dotarł ze stratą sześciu minut do zwycięzcy, którym był Quentin Fillon Maillet.

- Te trzy karne minuty przy drżących nogach i rękach to przyzwoity wynik. Moje ostatnie strzelania w sezonie nie były udane. To wszystko się za mną ciągnęło. Pomogła praca z panią psycholog – powiedział Guzik, który przyznał, że pomocne okazały się również długie rozmowy z żoną Krystyną, byłą biathlonistką, czterokrotną uczestniczką igrzysk.

- Rozmawiałem z Krysią przed biegiem i mówiła, że mam się niczym nie przejmować tylko zrobić to co potrafię najlepiej. Pozwoliło mi to uwierzyć w siebie i pomimo tego, że czułem się źle, udało mi się zaliczyć przyzwoity występ. Oczywiście ma się z czego cieszyć, bo to 49. miejsce nie jest super wynikiem i do najlepszych wciąż jeszcze dużo brakuje. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności mam powody do małej satysfakcji – ocenił Guzik.

- Lubię bieg na 20km i jest mi szkoda, że przystępowałem do niego będąc tak osłabionym, bo wiązałem z tym startem duże nadzieje. Nie ma jednak co rozpamiętywać, mam kilka dni na to, żeby się podleczyć. Mam nadzieję, że w sprincie będę miał już czystą głowę i lepsze samopoczucie. Będę walczył, nie mam nic do stracenia – zapowiedział.

Sprint mężczyzn zostanie rozegrany w sobotę 12 lutego. Pozostaje tylko liczyć, że do tego czasu polski biathlonista zdąży wrócić do pełni zdrowia.

Powiązane osoby

 Polska | mężczyzna | Grzegorz Guzik