Monika Hojnisz-Staręga potwierdziła, że z nartorolkami na nogach jest piekielnie szybka, a Nove Mesto jest dla niej szczególnie szczęśliwe. -
Czułam zmęczenie po wczorajszych biegach, więc gdyby dzisiaj ktoś przed biegiem mi powiedział jaki będzie końcowy scenariusz to bym się zdziwiła - powiedziała Polka po tym jak wygrała złoty medal MŚ w sprincie.

Zwycięstwo mimo jednej karnej rundy z bezbłędnie strzelającą mistrzynią świata Marketą Davidovą ma chyba swoją wymowę?

- Faktycznie, Davidova to nie byle jaka zawodniczka. Trochę mnie dziwiło to, że mimo jednej rundy z nią wygrywam, ale dawało tez motywację, żeby walczyć do końca. Zawodnik fajnie czuje się na trasie, kiedy jego odczucia co do dyspozycji nie są najlepsze, a mimo to dostaje informacje, że walczy o pierwsze miejsce. Czułam zmęczenie po wczorajszych biegach, więc gdyby dzisiaj ktoś przed biegiem mi powiedział jaki będzie końcowy scenariusz to bym się zdziwiła.

Dzisiaj Twoją mocniejszą stroną okazała się stójka, która z kolei zawiodła cię w supersprincie. Jest satysfakcja z tego powodu, że z dnia na dzień udało się zanotować taką poprawę w tym elemencie?

- Takie starty jak wczoraj dają do myślenia. Czasami od tego boli głowa, ale myślę, że takiego startu potrzebowałam, bo dzięki temu wyzwoliłam w sobie złość po tym finale supersprintu. Poza tym wiedziałam, że ta karna runda w postawie leżąc to było już maksimum, na co mogę sobie dzisiaj pozwolić, żeby utrzymać miejsce medalowe.

Czy ta wygrana doda Ci pewności, że przygotowania idą w dobrym kierunku?

- Inaczej niż w poprzednich latach nie przygotowywaliśmy się do startu na tych mistrzostwach. Przyjechaliśmy z marszu, bezpośrednio z obozu. Nie startujemy więc na świeżości, a nasza forma nie miała być tutaj najwyższa. Tym bardziej taki start jak dzisiaj cieszy.

To twój dziesiąty medal w historii startów na MŚ w biathlonie na nartorolkach licząc jeszcze te wywalczone wśród juniorów. Chyba możesz powiedzieć, że lubisz tę odmianę biathlonu?

- Fajnie to brzmi. Cieszę się, że wpadł kolejny medal do kolekcji. Nie jest to co prawda krążek igrzysk, ale jeszcze nie odstawiłam nart i nie powiedziałam ostatniego słowa.

Po raz kolejny Nove Mesto okazało się dla ciebie szczęśliwe. Czujesz się tutaj wyjątkowo?

- Tak, mam stąd wiele fajnych wspomnień. Nawet tuż po biegu podczas kontroli dopingowej jeden z panów z obsługi wspominał moje podium z 2013 roku. Mówił, że pamięta to jak dziś.

W końcu w Novym Meście doczekaliśmy się trochę słońca. Wczoraj startowałyście w burzy, było bardzo zimno. Dobrze, że takie warunki się dzisiaj nie powtórzyły?

- Dzisiaj było zdecydowanie lepiej. Mam nadzieję, że utrzyma się taka pogoda również na niedzielę. Wczoraj podczas supersprintu pogoda dała nam popalić. Jestem niestety typem zmarzlucha, trochę mnie zmroziło i dlatego finisz nie wyglądał tak jak powinien.

Niedzielny bieg pościgowy zapowiada się ciekawie o tyle, że wraz z pozostałymi medalistkami będziesz miała sporą przewagę nad resztą stawki. Czy taki komfort psychiczny może uśpić czujność?

- Trzeba taki bieg potraktować jak każdy inny. Będę chciała równo rozłożyć siły. Pętlę będą krótki, ja nie jestem typem sprintera, a dziewczyny na pewno ruszą mocno. Najważniejsze będzie jednak strzelanie, żeby nie dać się ponieść emocjom. Szczególnie mocno popracuję nad stójką, to chyba będzie dla mnie jutro klucz do sukcesu .

Powiązane osoby

 Polska | kobieta | Monika Hojnisz-Staręga