Biathlonowi hipsterzy

Kiedy o medale rywalizują zawodnicy reprezentujący tradycyjnie najsilniejsze nacje, takie jak Niemcy, Francuzi, Norwegowie czy Rosjanie, gdzieś za ich plecami o dobry wynik walczą biathloniści i biathlonistki z krajów, gdzie ta dyscyplina jest tak niszowa, że opiera się w zasadzie na chęciach i ambicjach kilku osób. I chociaż zapewne nigdy nie uda im się stanąć na podium, a może nawet nie zdobędą pucharowych punktów, to już za sam upór należy im się szacunek.

Mistrzostwo świata w biegu indywidualnym Lowela Baileya było jedną z największych niespodzianek zakończonych niedawno mistrzostw świata w Hochfilzen. To pierwsze złoto Amerykanów w historii ich startów, a przecież w przeszłości mieli sporo liczących się zawodników i zawodniczek. Na tym samym dystansie swój życiowy sukces odniosła także inna zawodniczka z kraju, w którym mówi się językiem Szekspira. Reprezentująca Wielką Brytanię Amanda Lightfoot zajęła 32. pozycję, czego nie udało jej się dokonać na żadnym innym czempionacie.

Ktoś może powiedzieć, że to zawodniczka jakich wiele, a zajmowane przez nią miejsca raczej nie predestynują do tego, by poświęcać jej czas.  Jednak dla tej zawodniczki, a także kolegów z reprezentacji, każdy start to wielka radość, a także krok w realizacji celu, jakim bez wątpienia jest występ na igrzyskach olimpijskich. Oczywiście do Pjongczang nie pojadą w roli faworytów do medali, a w zasadzie bez większego ryzyka można założyć, że nie odegrają tam żadnej roli. Ważny jest jednak sam udział, który przecież leży u podstaw idei olimpizmu. Poza tym, każdy ich występ w imprezie tej rangi pomaga promować tę piękną dyscyplinę, jaką bez wątpienia jest biathlon. Warto też pamiętać, że Brytyjczycy w przeszłości mieli kilku całkiem niezłych zawodników, na czele ze Michaelem Dixonem, który na igrzyskach olimpijskich w Albertville potrafił zająć dwunastą pozycję w biegu indywidualnym.

Trudno jednak funkcjonować, jeżeli nie ma się praktycznie żadnego wsparcia ze strony sponsorów, startuje się w starym sprzęcie, trenuje w kiepskich warunkach, do tego zarabiając naprawdę skromnie. Na samej pasji i ambicji przecież nie da się dojechać zbyt daleko. Z taką codziennością stykają się zawodnicy w Wielkiej Brytanii, ale nie tylko, bo takich biathlonowych hipsterów nie brakuje.

Chyba najbardziej egzotycznymi zawodnikami na biathlonowych trasach było małżeństwo z Grenlandii Uiloq (na zdjęciu)C i Oystein Slettemarkowie, którzy przez kilka lat pojawiali się w Pucharze Świata. Chociaż swoje występy traktowali raczej hobbystycznie, to w pewnym momencie pociągnęli za sobą kilkoro innych pasjonatów i Grenlandia mogła pochwalić się całkiem liczną, jak na ten słabo zaludniony obszar, gromadką zawodników i zawodniczek. Niestety już od kilku lat przestali pojawiać się na zawodach. To pokazuje, że kiedy skończy się pasja, umiera cała dyscyplina. Chociaż w tym przypadku pogłoski o całkowitej śmierci biathlonu są nieco przedwczesne, bo Uiloq Slettemark, mimo 51 lat wystartowała w tym roku w Pucharze IBU rozgrywanym w Arber.

Nieco inaczej wygląda historia kolejnej biathlonowej rodziny Sloofów, wywodzącej się z Holandii. Rodzeństwo Joel i Chardine od kilku lat regularnie pojawiało się w zawodach Pucharu Świata, gdzie jednak żadne z nich nie mogło na poważnie zaistnieć, chociaż w gronie juniorów wiodło im się całkiem nieźle, a Chardine może pochwalić się nawet dwukrotnym mistrzostwem świata w tej kategorii wiekowej. Jednak brak wsparcia ze strony federacji i ciągła prowizorka nie pozwalały jej rozwinąć skrzydeł. Postanowiła podjąć odważną, ale i nieco desperacką decyzję i dla ratowania kariery zmieniła narodowość. Po niecałym roku w barwach reprezentacji Szwecji zdołała osiągnąć swój życiowy sukces i zajęła dziesiąte miejsce w sprincie w Oberhofie, w ramach Pucharu Świata, co pokazuje, że przy odpowiednim wsparciu nawet reprezentanci krajów bez większych tradycji mogą plasować się na czołowych miejscach.

O ile historia Chardine Sloof ma spore szanse, by zakończyć się happy endem, o tyle nie można tego powiedzieć o Sarze Murphy pierwszej w historii biathlonistce z Nowej Zelandii, której udało się wystąpić na igrzyskach olimpijskich. W 2010 roku w Vancouver dwukrotnie zajmowała 82. miejsce w sprincie i w biegu indywidualnym. Później przez kilka lat uczestniczyła w zawodach Pucharu Świata, ale przed kolejnymi igrzyskami pojawiły się nieoczekiwane kłopoty. Gwiazdy sportu z Nowej Zelandii były przeciwne temu, by ich kraj reprezentował ktoś, kto zajmuje jedne z ostatnich miejsc w stawce. Wewnętrzne problemy sprawiły, że przedwcześnie zakończyła karierę i od tej pory próżno szukać zawodników z tego państwa w biathlonowym środowisku.

Niejako po sąsiedzku z Murphy startował reprezentant Australii Cameron Morton, który również dostąpił zaszczytu startu na igrzyskach olimpijskich. On zaszczepił biathlonowego bakcyla swoim dzieciom Darcie i Damonowi, które teraz przejęły pałeczkę po swoim ojcu i starają się podtrzymywać tradycje tej dyscypliny w swoim kraju. Chociaż oboje są bardzo młodzi, to widać, że mogą w przyszłości zaistnieć w biathlonowym świecie, bo już udało im się zająć chociażby bardzo dobre ósme miejsce w supermikście podczas juniorskiego Pucharu IBU w Lenzerheide.

Równolegle z nimi startował również pochodzący z Rosji Aleksiej Ałmukow, co sprawiało, że w Australii funkcjonowały dwa biathlonowe ośrodki. Ten urodzony w Rosji zawodnik na stałe zapisał się w historii tej dyscypliny na Antypodach, bo dzięki trzeciemu miejscu w biegu pościgowym na Uniwersjadzie rozgrywanej w Trydencie, został pierwszym australijskim medalistą w Biathlonie.

Podobne przykłady z całego świata można mnożyć. Victoria Padial Hernandez z Hiszpanii, Tanja Karisik z Bośni i Hercegowiny wśród kobiet, czy Turek Mehmet Ustuntas  wśród mężczyzn to przedstawiciele nacji, które starają się w jakikolwiek sposób zaznaczyć swoją obecność w biathlonie. Nie mają żadnych szans na odniesienie sukcesów, ale przecież to nie jest jedyny sens sportowej rywalizacji. Dzięki swojej pasji próbują się rozwijać, a przy okazji krzewić tę dyscyplinę w swoich krajach. Historia Deon Hemmings, która jako pierwsza kobieta z Jamajki zdobyło olimpijskie złoto i dała podwaliny do rozwoju sprintów w tym kraju pokazuje, że najtrudniej jest zrobić pierwszy krok, a potem wszystko jest możliwe. Dlatego kibicujmy zawodnikom i zawodniczkom z mniejszych krajów, bo nawet jeżeli nie odnoszą sukcesów, to możliwe, że kiedyś ich następcy będą święcić triumfy na biathlonowych trasach. Właśnie dzięki temu, że ktoś przed nimi miał w sobie na tyle pasji, żeby nie walczyć ze swoimi słabościami.

Powiązane osoby

 Wielka Brytania | mężczyzna | Scott Dixon

 Grenlandia | kobieta | Uiloq Slettemark

 Nowa Zelandia | kobieta | Sarah Murphy

 Australia | mężczyzna | Aleksiej Ałmukow

 Szwecja | kobieta | Chardine Sloof

 Australia | mężczyzna | Cameron Morton