Igrzyska dla wybranych

Wraz z profesjonalizacją i komercjalizacją sportu zaczął narastać problem kwalifikacji na igrzyska olimpijskie. Praktycznie każda dyscyplina jest w pełni profesjonalna i przypadki takie jak pływak Eric Muossambani, który nie umiał pływać, już się nie zdarzają. To oczywiście dobrze, bo wszystkim nam chodzi o to, by śledzić zmagania faktycznie najlepszych sportowców. Tylko czy to jedyny cel igrzysk?

O ideach barona De Coubertaina już od bardzo dawna nikt nie pamięta. W zasadzie nawet on sam pod koniec swojego życia o nich zapomniał. Nie zmienia to jednak faktu, że igrzyska to jednak święto sportu i powinno znaleźć się miejsce nie tylko dla tych topowych zawodników, którzy walczą o medale, ale także dla tych, którzy przez kilka lat walczyli o sam udział.

Bohaterką tego artykułu będzie zawodniczka anonimowa dla większości. Nawet kibice biathlonu raczej nie kojarzą kim jest Sarah Murphy. To bardzo sympatyczna zawodniczka, która reprezentuje Nową Zelandię. W zasadzie nie odnosi żadnych sukcesów i raczej plasuje się w końcówce stawki, ale dzięki swojej determinacji ciągle kręci się na karuzeli Pucharu Świata.

Jak wiadomo Nowa Zelandia nie jest raczej potęgą jeżeli chodzi o sporty zimowe i z tego powodu biathlon tam prawie nie funkcjonuje. Murphy właściwie pełni rolę zawodniczki, kierownika ekipy, menedżera i każdą inną, która jest potrzebna do tego, by mogła startować. Dzięki swojej determinacji udało jej się spełnić minimum Międzynarodowej Unii Biathlonowej (IBU), dzięki czemu uzyskała prawo startu w Soczi.

Jak się jednak okazuje Nowozelandzki Komitet Olimpijski ustanowił nieco inne kryteria kwalifikacji, których Murphy nie spełniła i Szkoda, że Nowozelandzski Komitet Olimpijski przypomniał sobie o Murphy akurat teraz.postanowił, że nie wyśle jej na igrzyska. Miał takie prawo tyle, że bardzo szkoda, że przypomniał sobie o tej zawodniczce akurat teraz. Do tej pory biathlonistka nie otrzymywała zbyt wielkiej pomocy i o wszystko musiała dbać sama. Przez to pewnie nie osiąga takich rezultatów jakie by mogła, gdyby miała jakiekolwiek wsparcie. Startuje dla swojej własnej satysfakcji i wychodzi jej to raz lepiej, raz gorzej, ale przez cztery lata pracowała po to, żeby jechać na igrzyska. A tu nagle ktoś mówi, że jednak nie pojedzie, bo jest za słaba. Może i jest, ale nie wynika to tylko z jej braku talentu. Skoro spełniła kryteria IBU, to dlaczego macierzysta federacja rzuca jej kłody pod nogi?

To tak jakby Tomasz Majewski powiedział, że on sobie nie życzy żeby na igrzyska jechali nasi bobsleiściW jednym ze swoich wpisów na twitterze Murphy dała do zrozumienia, że kilkoro medalistów letnich igrzysk olimpijskich z jej kraju wyraziło opinię, że ktoś taki jest niegodny reprezentowania barw Nowej Zelandii, bo zajmuje zbyt odległe miejsca. To tak jakby Tomasz Majewski (albo ktokolwiek inny) powiedział nagle, że nie życzy sobie, żeby na igrzyska jechali nasi bobsleiści. W końcu nie jadą po złoto, a jest spora szansa, że będą rywalizowali z Monako czy Jamajką.

Ta sprawa ma niewielkie znaczenie dla samych igrzysk i pewnie też nie wpłynie w żaden sposób na rywalizację na biathlonowych trasach.Niedługo na igrzyskach będzie startowała elita z kilku krajów Pokazuje tylko, w którą stronę zmierza sport w dzisiejszych czasach. Niedługo na igrzyskach będzie startowała elita z kilku krajów, a sama impreza zostanie do końca pozbawiona romantyzmu. A ja właśnie zawsze czekam na to, żeby zobaczyć biathlonistów z Nowej Zelandii, pływaków z Gwinei Równikowej, skoczków z Grecji czy bobsleistów z Polski. To oni, gdzieś tam na końcu stawki, sprawiają że na igrzyskach jest jeszcze trochę magii.

Powiązane osoby

 Nowa Zelandia | kobieta | Sarah Murphy