Mistrzowie olimpijscy przełamali monopol

Biathloniści ze Szwecji wygrali bieg sztafetowy 4x7,5km rozgrywany na zakończenie pierwszego tygodnia zawodów w Hochfilzen. Na najwyższym stopniu podium stanęli Peppe Femling, Jesper Nelin, Martin Ponsiluoma i Sebastian Samuelsson. Polacy zajęli dziewiętnaste miejsce.

To pierwsza wygrana Szwedów od igrzysk olimpijskich w 2018 roku. W Hochfilzen startowało dzisiaj trzech biathlonistów z tamtego składu - Fredrika Lindstroema, który zakończył już karierę, zastąpił Martin Ponsiluoma. Siłą dzisiejszych zwycięzców okazał się wyrównany poziom całej czwórki. Żaden ze Szwedów nie uzyskał najlepszego czasu na swojej zmianie, ale łącznie dało to pierwsze miejsce. Kluczowym momentem biegu był ostatnie strzelanie, na którym zmierzyli się dwaj najwyżej klasyfikowani zawodnicy w Pucharze Świata. Samuelsson mimo problemów z doładowaniem nabojów uporał się ze wszystkimi celami, natomiast Johannes Boe musiał biegać karną rundę. Szwedzi przełamali tym samym monopol Norwegów i Francuzów - od połowy stycznia 2019 roku wygranymi w sztafecie dzieliły się tylko te dwie reprezentacje.

W drużynie Norwegów, którzy zajęli ostatecznie drugie miejsce zawiedli ci, którzy w Hochfilzen spisywali się do tej pory najlepiej. Johannes Dale był dopiero dziewiąty na swojej zmianie, Johannes Boe uzyskał piąty czas. Na nic zdały się wysiłki Sturli Laegreida i Tarjei Boe, którzy wygrali swoje odcinki. W walce o trzecie miejsce zmierzyli się Niemcy i Rosjanie. Karna runda Aleksandra Łoginowa na ostatnim strzelaniu sprawiła, że na podium stanęli Niemcy. Erik Lesser, Roman Rees, Benedikt Doll i Philip Horn stracili do zwycięzców 44 sekundy. 

Po raz drugi w tym sezonie zawiedli Francuzi. Mistrzowie świata po ósmym miejscu w Kontiolahti, tym razem zajęli szóste miejsce. Głównym winowajcą słabego występu ponownie Emilien Jacquelin. 25-latek został tym razem przestawiony na drugą zmianę, ale ponownie biegał aż dwie karne rundy. W końcówce dodatkowe 150m pokonywał również Quentin Fillon Maillet i Trójkolorowi na mecie pojawili się niemal dwie minuty po najlepszych.

Polacy spisali się dużo lepiej niż przed tygodniem. Już sam początek zwiastował, że podopieczni Andersa Bratliego tym razem nie dadzą się zdublować. Andrzej Nędza-Kubiniec strzelał bowiem szybko i celnie - doładowywał tylko raz - i na swoją ostatnią rundę biegową ruszał jako dziesiąty. Przed strefą zmian dał się wyprzedzić sześciu rywalom, ale strata do liderów wynosiła zaledwie 38 sekund. Grzegorz Guzik w postawie leżąc bronił się przed karną rundą. Trzy dodatkowe pociski okazały się jednak wystarczające do zestrzelenia wszystkich pięciu krążków. W stójce Polak nie miał już najmniejszych problemów i awansował na piętnastą pozycję ze stratą tylko minuty i 18 sekund do prowadzących. Wojciech Skorusa i Marcin Szwajnos nie byli w stanie utrzymać tego miejsca. Pierwszy spudłował dwa razy i spadł na osiemnastą lokatę, drugi doładowywał pięciokrotnie i finiszował jako dziewiętnasty.

WYNIKI

fot. Manzoni/IBU