Niemal dwie dekady oczekiwania na sukces Francuzów

Po dziewiętnastu latach Francuzi ponownie mistrzami świata w sztafecie. Drugie miejsce wywalczyli Norwegowie, trzecie przypadło Niemcom. Polacy powtórzyli wynik sprzed roku.

Zdecydowaną większość wyścigu na czele nierozłącznie spędziły dwie sztafety – Niemiec i Francji. Już na pierwszej zmianie Erik Lesser i Emilien Jacquelin odjechali reszcie stawki. Vetle Sjastad Christiansen z Norwegii po zaliczeniu karnej rundy miał 40 sekund i tracił do liderów niemal czterdzieści sekund.

Straty próbował odrobić Johannes Dale, jednak wszystkie sekundy, które zyskiwał na trasie, tracił na strzelnicy. Dobierał trzykrotnie i strata zajmującej trzecie miejsce Norwegii do prowadzących wzrosła już do minuty. Martin Fourcade nie był w stanie zgubić Phillipa Horna. Obaj ruszali razem i obaj dotarli do mety swojego odcinka razem.

To co nie udało się Fourcade’owi, udało się Peifferowi. Doświadczony Niemiec oderwał się na trzecim odcinku Simonowi Desthieux. Przed ostatnią zmianą Niemcy prowadziły z przewagą dwunastu sekund nad Francją. Obie ekipy miały na swoim koncie tylko dwa dobierania. Trzecia wciąż była Norwegia, ale Tarjei Boe dobierał w sumie trzykrotnie i minimalnie powiększył straty do liderów.

Tradycyjnie wszystko co najciekawsze czekało kibiców na ostatnim odcinku. Kluczowe okazało się ostatnie strzelanie. Benedikt Doll już wcześniej stracił przewagę wypracowaną przez Peiffera, na stójkę zameldował się jednak wspólnie z Quentinem Fillon Maillet. Francuz spudłował dwukrotnie, Niemiec nie trafił aż cztery razy. Oznaczało to konieczność pokonania karnej rundy. Gdy Doll zaliczał dodatkowe 150 metrów biegu na strzelnicy pojawił się już Johannes Boe. Norweg ryzykował szybkim strzelaniem. Spudłował raz, ale szybko uporał się z ostatnim celem i na trasę ruszał tylko pięć sekund za Niemcem.

Fillon Maillet był już wówczas daleko z przodu. Francuz mógł sobie pozwolić w końcówce na zbijanie piątek z członkami ekipy oraz kibicami. Dla Trójkolorowych to dopiero drugie mistrzostwo świata w tej konkurencji. Poprzednio w 2001 roku w Pokljuce triumfowała czwórka Gilles Marguet, Vincent Defrasne, Julien Robert, Raphael Poiree.

W walce o srebro Johannes Boe nie zostawił najmniejszych szans Niemcom. Norwegowie nie obronili tytułu mistrzowskiego sprzed roku i przerwali zwycięską passę w konkurencjach sztafetowych, jaka trwała właśnie od ubiegłorocznych MŚ w Ostersund. Biathloniści i biathlonistki tego kraju triumfowali w siedmiu kolejno rozegranych konkurencjach sztafetowych (sztafeta mężczyzn, sztafeta kobiet, sztafeta mieszana i supermikst).

Z dobrej strony pokazali się reprezentanci Polski. Już występ Andrzeja Nędzy-Kubińca pokazał, że podopieczni Adama Kołodziejczyka będą walczyć o najlepszy rezultat sztafety na MŚ od czasu zakończenia kariery przez Tomasza Sikorę. Zawodnik z Kościeliska podczas obu swych wizyt na strzelnicy dobierał w sumie trzykrotnie i z Grzegorzem Guzikiem zmieniał się na 13. miejscu. Strata Polski do liderów po pierwszej zmianie wynosiła mniej niż minutę. Nasz najwyżej klasyfikowany biathlonista skorzystał z czterech dodatkowych nabojów i na półmetku polski zespół plasował się na 14. pozycji.

Mimo tylko dwóch pudeł Łukasz Szczurek musiał na swojej zmianie uznać wyższość Martina Ponsiluomy ze Szwecji i Serafina Wiestnera ze Szwajcarii. Przed strefą zmian wyprzedził go jeszcze Słowak Michal Sima, co dawało Biało-Czerwonym po trzech czwartych wyścigu 17. miejsce.

Marcin Szwajnos po raz kolejny pokazał, że nie ma żadnych kompleksów i mimo małego doświadczenia poprawił końcową lokatę sztafety o jedno miejsce. 23-latek wyprzedził na strzelnicy Tomasa Hasillę, a następnie obronił się przed nim na trasie. Szesnaste miejsce jest wyrównaniem osiągnięcia sprzed roku – są to najlepsze rezultaty Biało-Czerwonych w całej dekadzie.

Polacy po dzisiejszym biegu awansowali na 17. miejsce w klasyfikacji Pucharu Narodów. Jego utrzymanie na koniec sezonu pozwoli w przyszłym roku startować w biegach indywidualnych czterem biathlonistom z Polski.

WYNIKI
KLASYFIKACJA SZTAFET