Łukasz Szczurek i Andrzej Nędza-Kubiniec weekendowe starty na MŚ w Anterselwie zakończyli na biegu sprinterskim. Bliżej awansu do biegu pościgowego był ten pierwszy. – Żałuję strzelania, bo biegowo wypadłem najlepiej w tym sezonie – powiedział Szczurek.

Najbardziej doświadczony polski biathlonista zajął 61. miejsce. Do wywalczenia prawa startu w biegu pościgowym zabrakło mu trzech dziesiątych sekundy.

- Biegowo wypadłem najlepiej w tym sezonie. Żałuję więc strzelania, bo jedna karna runda dałaby mi spokojny awans do biegu pościgowego. W postawie leżąc wydawało mi się, że dobrze odpracowałem poszczególne strzały. Być może zmieniło się naświetlenie tarcz. Jest pod tym względem różnica między przestrzeliwaniem a zawodami – powiedział Szczurek, który uzyskał 56. czas biegu.

Był pod tym względem nawet minimalnie lepszy od Grzegorza Guzika, który wywalczył 24. lokatę. W przeciwieństwie do niego nie ustrzegł się błędów na strzelnicy, w wyniku których biegał trzy karne rundy.

Jeszcze gorzej spisał się Andrzej Nędza-Kubiniec, który do tej pory zazwyczaj był najpewniejszym strzelcem w naszej ekipie. Dzisiaj spudłował cztery razy.

- Za bardzo chciałem. Nie strzelałem w swoim stylu, zabrakło rytmu. Wiatru w ogóle nie było, więc nie ma nawet na co zrzucić winy. Bieg był na podobnym poziomie, co w całym sezonie. Trudno było oczekiwać, że ta forma nagle wzrośnie – powiedział Nędza-Kubiniec.

Trzeci z naszych reprezentantów sklasyfikowany został na 90. pozycji.

Powiązane osoby

 Polska | mężczyzna | Andrzej Nędza-Kubiniec

 Polska | mężczyzna | Łukasz Szczurek