„W biathlonie nigdy nie można być pewnym tego, co się wydarzy”

Francuzi w rewelacyjnym stylu wygrali sztafetę mężczyzn w Ruhpolding - to ich pierwszy triumf od czasu Pucharu Świata w Pjongczang w 2017 roku. Do sukcesu drużyny spokojnie podszedł Martin Fourcade, podkreślając wielkość rywali.

W każdym występie sztafet w tym sezonie Francuzi stawali na podium, jednak do tej pory były to miejsca drugie bądź trzecie. Martin Fourcade próbował wytłumaczyć dlaczego akurat ten start był tak udany.

- W konkursach indywidualnych zdarzają się spore różnice, ale w sztafetach zawsze jest ciaśniej. W sztafetach bieg jest krótszy i błędy na strzelnicy są mniej istotne, bo są dodatkowe naboje. Oczywiście nasza drużyna mogła wygrywać, ale nigdy nie byliśmy wystarczająco dobrzy przez te długie dwa lata. Mamy dokładnie tę samą drużynę i tych samych rywali co w zeszłym tygodniu, ale rezultat jest zupełnie inny. W biathlonie nigdy nie można być pewnym tego, co się wydarzy. Są wśród nas bardzo mocne drużyny, więc tym bardziej cieszymy się, że byliśmy dzisiaj wystarczająco dobrzy, aby wygrać – opowiedział.

Emilien Jacqelin zrehabilitował się za kiepski występ w sztafecie w Oberhofie, gdzie biegał dwie karne rundy. Tym razem, dzięki niemu Francja prowadziła już po pierwszej zmianie.

- Nie chciałem popełnić takich samych błędów jak w Oberhofie. Skupiałem się tylko na sobie, nie chciałem być pierwszy na strzelnicy i pierwszy w biegu, starałem się zrobić, to co byłem wstanie zrobić. Byłem bardzo zestresowany przed startem, ale potrafiłem to od siebie odsunąć – stwierdził.

Simon Desthieux wystartował już z przeszło minutową przewagą nad rywalami. Jak sam przyznał, była to dla niego niecodzienna sytuacja.

-To była dziwna sytuacja, nie spodziewałem się tego przed startem. Musiałem biec sam, nigdy o czymś takim nie myślałem.

W komfortowej sytuacji znalazł się Quentin Fillon Maillet, któremu nie przeszkodziły w sumie cztery  dobierane naboje.  

- Finisz jest trudny, ale tym razem było łatwo, bo mieliśmy dużą przewagę. Bez wielkich pomyłek na strzelnicy wiedzieliśmy, że wygramy. Muszę podziękować moim kolegom, bo wykonali niesamowitą pracę – powiedział.

Biegnący na pierwszej zmianie w norweskiej sztafecie Johannes Dale dobierał w sumie cztery razy, ale jak sam stwierdził, nie było to wynikiem coraz gęściej padającego śniegu.

- Moje strzelanie nie było najlepsze, ale nie mogę za to winić śniegu. To były moje błędy. Nie czułem się dzisiaj pewnie już podczas przestrzeliwania broni. Nie byłem zdziwiony moimi problemami – wytłumaczył Norweg.

Erlend Bjoentegaard narzekał na warunki panujące na trasie.

 - Mokry śnieg był jak klej dla nart. Trzeba było walczyć o każdy metr, nie można było odpocząć nawet na zjazdach.

Zaskoczeniem może być trzecie miejsce Austriaków. Do formy wraca Simon Eder, który ostatnio borykał się z problemami zdrowotnymi.

- Jesteśmy zdrowi i to jest nasza przewaga. Nie mamy zbyt wielu zawodników na wysokim poziomie, może za parę lat ktoś młodszy przyjdzie do reprezentacji – stwierdził.   

Bardzo dobrze zaprezentował się Julian Eberhard, który dobierał tylko raz w pierwszym strzelaniu.

- To ważne, żeby wyłączyć emocje przed ostatnim strzelaniem i dzisiaj mi się to udało. Ostatnia runda była bardzo trudna, warunki na trasie były ciężkie. Ale udało się, a podium to dla nas bardzo fajna sprawa – podsumował.

Przed panami w Ruhpolding jeszcze bieg na dochodzenie. Początek w niedzielę 19 stycznia o 14.30