Trzy lata temu w Ostersund Kinga Zbylut wywalczyła swoje pierwsze pucharowe punkty. Teraz wraca tam by rozpocząć sezon, który ma być przełomowy. - Chciałabym nie ograniczać się do tylko jednego udanego weekendu - powiedziała Polka.

Z wicemistrzynią świata juniorek z 2015 roku rozmawialiśmy o ubiegłym sezonie, odejściu Nadii Biełowej i nowych metodach pracy trenera Greisa. Zapraszamy do lektury.

Grudzień 2018 roku, zawody w Novym Meście – wyglądałaś wówczas na najszczęśliwszą osobę na świecie. Co zrobić, żeby takich obrazków było więcej?

- Trudno powiedzieć, choć mam nadzieję, że ciężka praca wykonana latem przełoży się na zimę i forma będzie znacznie stabilniejsza niż rok temu. Chciałabym, żeby ten sezon nie ograniczał się do tylko jednego udanego weekendu.

W zeszłym sezonie wszystko układało się dobrze do momentu, gdy przydarzyła się choroba. Pracujecie jakoś nad tym by ograniczać ryzyko złapania infekcji do minimum?

- Gdy jest się w dobrej formie, łatwiej o infekcję. Rok temu dobiła mnie długa podróż do Kanady i USA. Organizm był wówczas osłabiony i przegrał z chorobą. Ta niestety nie wybiera i często nie mamy na to żadnego wpływu. Życzyłabym sobie, aby w tym sezonie dotrwać w zdrowiu do samego końca startów.

Inaczej niż w trzech poprzednich latach, tym razem wszystkie zawody odbywają się w Europie. To chyba zmiana na waszą korzyść?

- No na pewno. Będąc kilkanaście godzin w podróży trudno o właściwą regenerację. Teraz te odległości pomiędzy kolejnymi przystankami pucharowymi nie są wielkie, więc czasu na odpoczynek między startami powinno być więcej.

Cofnijmy się do wiosny i pierwszych informacji o odejściu Nadii Biełowej. Podobnie jak koleżanki byłaś w szoku?

- Wiadomo. Po sezonie nie miałyśmy żadnych sygnałów, że trenerka miałaby zakończyć pracę w Polsce. Szok szybko przerodził się w niepewność, bo nikt nie wiedział co się z nami stanie. Na pierwszym zgrupowaniu byłyśmy z trenerem Kołodziejczykiem i czekałyśmy na nazwisko naszego nowego opiekuna.

Zapewne informacji na temat nowego trenera nie musiałaś szukać na Wikipedii?

- No nie, trener Michael Greis miał duże osiągnięcia jako zawodnik. Mamy z kogo czerpać inspirację. Bardzo się ucieszyłyśmy gdy dotarła do nas wiadomość o jego zatrudnieniu. Mam nadzieję, że pomoże nam dążyć do jak najlepszych rezultatów.

Po trenerce z ogromnym bagażem doświadczeń przychodzi do was szkoleniowiec będący dopiero na początku swojej kariery zawodowej. Trener Greis reprezentuje chyba też inną szkołę niż trenerka Biełowa?

- Na pewno. Ma nieco inną koncepcję treningów, zdecydowanie zwiększył obciążenia. Lubi utrudniać nam treningi. Przykład? Gdy strzelamy potrafi stanąć za nami i czytać coś po polsku. I choć mimowolnie chcemy wybuchnąć śmiechem to naszym zadaniem jest stać twardo, strzelać i trafiać. Liczę, że jego bogate doświadczenie zawodnicze przeniesie się na pracę w zawodzie trenera.

Nie brakowało ci przez całe lato okazji do sprawdzenia się na tle rywalek? Nie startowałyście w tym roku w mistrzostwach świata na nartorolkach, byłaś również nieobecna na mistrzostwach kraju w tej odmianie biathlonu. Były organizowane przez trenerów jakieś zawody wewnątrz kadry?

- Podczas obozu w Dusznikach-Zdroju miałyśmy sprawdzian razem z zawodniczkami z kadry B. Ale to prawda, że tych innych okazji trochę zabrakło. Startując w nartorolkowych mistrzostwach świata zawsze zyskujemy jakiś materiał do porównań. Przed tym sezonem moja forma jest znakiem zapytania, ale jestem dobrej myśli.

Najważniejsza impreza sezonu, czyli mistrzostwa świata, odbędą się w Anterselwie. Lubisz tam startować? Twój zeszłoroczny występ tam był bardzo nieudany, stąd moje pytanie.

- Nie wiem czy był nieudany dlatego, że to miejsce mi nie odpowiada czy dlatego, że akurat to nie był mój dzień. Na pewno Anterselwa to bardzo specyficzne miejsce. Położone bardzo wysoko, każdy organizm inaczej reaguje na takie warunki. Zazwyczaj spędzamy tam tylko kilka dni w ramach weekendu PŚ, teraz czeka nas kilkanaście dni ciężkich zawodów, więc to będzie wielka niewiadoma. Choć pamiętam, że jak byłam tam na zgrupowaniu jeszcze w czasach kadry młodzieżowej to czułam się wówczas nieźle. 

Powiązane osoby

 Polska | kobieta | Kinga Zbylut