Kiedy Nadia Biełowa zrezygnowała z pracy? Jak przebiegały negocjacje z Michaelem Greisem? Jakie cele prezes PZBiath stawia przed nowym trenerem kadry biathlonistek? O tym wszystkim w krótkim wywiadzie z dr Dagmara Gerasimuk.

Do kiedy żyła Pani w przekonaniu, że za wyniki polskich biathlonistek w kolejnym sezonie wciąż odpowiedzialna będzie trenerka Biełowa?

- Praktycznie do świąt wielkanocnych. Oczywiście dostawałam od niej już wcześniej sygnały, że ma problemy ze zdrowiem, ale nie było wówczas wiadomo na ile to poważne. Nic nie zapowiadało, że dojdzie do zakończenia naszej współpracy.

Poszukiwania nowego opiekuna kadry kobiet były łatwe?

- Nie, bo lista dostępnych nazwisk nie była długa. Biathlon jest sportem, w którym składy trenerskie poszczególnych reprezentacji kształtują się głównie po kolejnych igrzyskach olimpijskich. W naszym sporcie nie ma też zwyczaju podbierania sobie trenerów, poszczególne kraje traktują się po partnersku. Pragnę jednak podkreślić, że szukaliśmy też jakiegoś krajowego rozwiązania.

Skąd więc pomysł na Michaela Greisa, a więc trenera o znanym nazwisku, ale będącego wciąż na początku swej drogi trenerskiej?

- Michael właśnie zakończył współpracę z kadrą USA. Robiąc rozeznanie na rynku polecono mi go, a uczestnicząc w posiedzeniu zarządu Międzynarodowej Unii Biathlonu, które miało miejsce w Monachium pod koniec kwietnia miałam możliwość spotkania się z nim. Już wtedy padły bardzo konkretne wymagania obu stron. Jednocześnie prowadziłam rozmowy z dwoma innymi kandydatami.

Negocjacje były trudne?

- Nie. Michael jako były zawodnik podczas naszych rozmów oczekiwał szybkiego działania, konkretnych decyzji, nie skupiał się na szczegółach. Zależało mu jedynie na określeniu podstawowych zasad współpracy. Chce się zabierać jak najszybciej do pracy, ale ze względów osobistych może rozpocząć działania w czerwcu, dlatego podczas majowego zgrupowania kadry w Ustce opiekować się nią będzie jeszcze trener mężczyzn Adam Kołodziejczyk.

Z Pani obserwacji oraz rozeznania jakim trenerem jest Greis?

- Jest profesjonalistą, który będzie wymagał od zawodniczek nie tylko pełnego zaangażowania w wykonywaną pracę, ale również czerpania z niej radości. Podczas jednej z pierwszych rozmów zapytał mnie wręcz o to czy nasze zawodniczki lubią to co robią. Jego zdaniem jest to podstawa do osiągania sukcesu.

Na jak długo zostanie podpisana umowa? Jakie cele stawia Pani przed nowym trenerem?

- Chcemy ustabilizować sztab trenerski na najbliższe trzy lata. Po każdym roku będziemy mieli jednak możliwość zakończenia współpracy. Cele jakie stawiam nowemu trenerowi są ambitne – priorytetem jest oczywiście dobre przygotowanie drużyny do igrzysk, ale po drodze liczymy na wywalczenie medali Mistrzostw Świata. Wyniki osiągane na najważniejszych medalowych imprezach to nasze być albo nie być.

To kolejna zmiana trenera w kadrze kobiet rok po roku. Jak takie częste zmiany mogą wpływać na zawodniczki? Z jednej strony mamy do czynienia z brakiem stabilizacji i ciągłości pracy, z drugiej nowy trener to świeże spojrzenie, inne bodźce treningowe.

- Każdy nowy trener wnosi swoją filozofię i koncentruje się na innych kwestiach. Jeden skupia się na planowaniu treningu, drugi na technice, a trzeci na przygotowaniu mentalnym. Mam nadzieję, że zawodniczki potraktują te cztery lata jako dobry poligon doświadczalny i wybiorą sobie z każdej szkoły to co dla nich najlepsze. Dążę jednak do stabilizacji w tym zakresie i życzę sobie byśmy współpracowali z obecnym sztabem co najmniej do igrzysk w Pekinie.

Powiązane osoby

 Niemcy | mężczyzna | Michael Greis