Starty panów podczas Mistrzostw Świata w Ostersund obfitowały w medalowe niespodzianki. Nie inaczej było w biegu masowym. Swoje niespodziewane osiągniecie Dominik Windisch wytłumaczył szczęśliwym trafem i… właściwym nazwiskiem.

Uśmiechnięty Windisch podkreślał podczas konferencji prasowej, że jego wygrana to przede wszystkim łut szczęścia.

- Nie było łatwo, ale może, jak mówi moje nazwisko, mam szczęście do wiatru. Może nie tak, że strzelam bardzo dobrze, ale inni robią więcej błędów. I tak było na ostatnim strzelaniu, ja byłem tym szczęśliwym.

Zawodnik nieomal do końca nie był pewny swojej lokaty, a wręcz nie mógł w uwierzyć, w to co udało mu się osiągnąć.

- Dopiero na podbiegu trener powiedział mi, że prowadzę. Wtedy powiedziałem – co?! Byłem trochę zszokowany. Przez pierwszą połowę ostatniej rundy obawiałem się, że inni się zbliżą, ale kiedy dowiedziałem się, że utrzymuję dystans, byłem bardziej szczęśliwy i zmotywowany, żeby tak było do końca – stwierdził.

Co ciekawe, to nie pierwszy raz, kiedy Windisch i Wierer zdobyli złote medale w tej samej konkurencji. Miało to już miejsce w pucharowych zawodach w Canmore w 2016 r., również w biegu masowym

- Wczoraj powiedziałem Dorothei, że w nią wierzę i uważam, że może tego dokonać. Bardzo się ucieszyłem, kiedy dzisiaj wygrała. Że mogę jej dorównać, to była dla mnie niespodzianka. Ona przynosi mi szczęście, bo trzy lata temu w Canmore zdarzyło się to samo – przypomniał świeżo upieczony mistrz świata.

Dla Antonina Guigonnat były to pierwsze Mistrzostwa Świata w karierze. Z wyjątkiem sprintu, w pozostałych konkurencjach plasował się w pierwszej dziesiątce. Tym razem udało mu się wykorzystać szansę.

- Byłem 26, ale dwa razy udało mi się strzelić na czysto, przy dość silnym wietrze. Podczas ostatniego strzelania słyszałem, że wielu zawodników z czołówki pudłowało. Często, kiedy wielu zawodników pudłuje, robię to samo, ale tym razem pomyliłem się tylko raz i to wystarczyło, aby opuścić strzelnicę na drugim miejscu – opowiedział.

Guigonnat odniósł się też do kwestii nienajlepszych startów Francuzów podczas całych Mistrzostw. Trójkolorowi wyjeżdżają z Ostersund z czterema krążkami, w tym dwoma, które przypadły w udziale Quentinowi Fillon Maillet.

- Oczywiście, nasze oczekiwania były duże. Mamy czterech reprezentantów w pierwszej ósemce klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Mieliśmy nadzieję na wiele medali. Jedynie Quentin dał radę. Dzisiaj jestem dumny, że też zdobyłem medal dla Francji.

Wysoką lokatę i brązowy medal Julian Eberhard zawdzięcza przede wszystkim swoim umiejętnościom biegowym.

- Byłem bardzo skupiony przez trzy pierwsze rundy, żeby utrzymać się w czołówce. W pierwszej stójce popełniliśmy wiele błędów. Wtedy zrozumiałem, że podczas ostatniego strzelania może wydarzyć się to samo. Przybiegłem na strzelnicę jako dwunasty. Udało mi się strzelić szybko. Trafiłem na karną rundę, z której nikt nie chciał wybiec. Minąłem na trasie Simona, który powiedział – biegnij po złoto. Próbowałem, ale nie dałem rady. Jestem bardzo zadowolony z trzeciego miejsca – podsumował.

Ostatni w tym sezonie bieg sprinterski w ramach pucharowym zmagań panowie pobiegną w Oslo 22 marca. Początek zaplanowano na 16.30.

Powiązane osoby

 Francja | mężczyzna | Antonin Guigonnat

 Włochy | mężczyzna | Dominik Windisch

 Austria | mężczyzna | Julian Eberhard