„Nie miałam żadnych oczekiwań”

Po słabszych występach w indywidualnych konkurencjach i niedyspozycji zdrowotnej, która wykluczyła ją z udziału w sztafecie kobiecej, Dorothea Wierer z pewnością nie była faworytką biegu masowego. Jak sama stwierdziła, sama nie miała żadnych założeń odnośnie tego startu i to najwyraźniej okazało się kluczem do sukcesu.

Wierer w kończących się Mistrzostwach Świata wypadała grubo poniżej oczekiwań. Dziesiąta lokata w sprincie, dwudziesta w pościgu z aż ośmioma karnymi rundami i ósma w biegu indywidualnych.  

- Jestem bardzo szczęśliwa z mojego występu, szczególnie ze strzelania. Trzy razy zero po tym, jak miałam tu wiele problemów. Dzisiaj nie miałam żadnych oczekiwań odnośnie mojego startu. Nie byłam pewna, czy będę wstanie pokazać się z dobrej strony. Wczoraj miałam problemy żołądkowe i nie byłam wstanie wystąpić w sztafecie. Może dlatego dobrze strzelałam, że nie miałam żadnych oczekiwań – opowiedziała.

Po trzech bezbłędnych strzelaniach w drugiej stójce Włoszka spudłowała aż dwa razy. Rywalki jednak też się myliły i wszystko miało się rozstrzygnąć na ostatniej rundzie. Zwyciężczyni dopiero pod koniec biegu miała pewność, że linię mety przekroczy jako pierwsza.

- Nie czułam się dobrze, moje nogi były ciężkie. Powiedziano mi, że mam dziesięć sekund przewagi nad Jekateriną, nic na temat Denise i może tak było lepiej. Ale zaważyłam je na ostatnim kilometrze i już wiedziałam, że się uda – podsumowała.

Jekaterina Jurłowa-Percht po raz drugi w karierze sięgnęła po medal Mistrzostw Świata. Na swoim koncie ma już bowiem złoto biegu indywidualnego z Kontiolahti w 2015 roku.  W Ostersund nalepszy do tej pory indywidualny start zanotowała w sprincie, który ukończyła na ósmym miejscu.

- Skupiałam się przede wszystkim na strzelaniu. Kiedy obudziłam się rano i spojrzałam za okno, pomyślałam – a to niespodzianka, pada śnieg i wieje. Moim celem było dobre strzelanie w leżaku i ciężka praca podczas stójki - powiedziała.

Rosjanka w tym sezonie startowała ze zmiennym szczęściem, a gorsze lokaty często wynikały ze słabego strzelania.

- Myślę, że wszystkie moje błędy w stójkach wynikały z warunków pogodowych i mojej wielkiej chęci osiągnięcia dobrych wyników, co nie dawało dobrych efektów. Dzisiaj robiłam po prostu co mogłam.

Po supermikście Dorothea Wierer skarżyła się na tempo biegu Denise Herrmann, której trudno dotrzymać kroku. Tym razem to Niemka przez cały bieg plasowała się za Włoszką.

- Muszę zaczynać szybko, bo potem tracę do Doro na strzelnicy. Dzisiaj trochę odpadłam na trasie, bo miałam więcej karnych rund, musiałam nadrabiać, a warunki na trasie były ciężkie – stwierdziła.

Herrmann wyjeżdża z Ostersund z trzema medalami, co jest najlepszym wynikiem wśród reprezentantek Niemiec.

- Miałam nadzieję na jeden medal, może w sztafecie, ale wczoraj nie był nasz najlepszy dzień. W biathlonie wszystko może się wydarzyć, szczególnie w takie dni jak dzisiaj, kiedy wieje i warunki są ciężkie dla wszystkich. Wiem, że kiedy strzelam czysto, mogę być wysoko, ale to nie zdarza się codziennie. Muszę na to ciężko pracować – podkreśliła.

Przed biathlonistami ostatnie w tym sezonie zawody Pucharu Świata. Bieg sprinterski pań w Oslo zaplanowano na 21 marca. Początek o 16.30.

Powiązane osoby

 Niemcy | kobieta | Denise Herrmann

 Włochy | kobieta | Dorothea Wierer