Gdyby nie Christiansen...

Martin Fourcade po raz piąty w karierze wygrał inauguracyjny bieg Pucharu Świata. To zwycięstwo przyszło mu jednak najciężej, a gdyby nie "pomoc" ze strony Vetle Sjastada Christiansena to na najwyższym stopniu podium mógł stać kto inny.

W XXI wieku pierwszy start w sezonie niemal zawsze padał łupem Norwegów lub Francuzów (jedynym wyjątkiem jest 2008 rok i triumf Michaela Greisa z Niemiec). Ole Einar Bjoerndalen liderem PŚ już po pierwszym biegu zostawał czterokrotnie, Emil Hegle Svendsen trzykrotnie, po razie w obozie norweskim na inauguracje triumfowali Frode Andresen, Stian Eckhoff oraz Johannes Boe. Wśród Francuzów na liście zwycięzców widnieją dwa nazwiska: Vincent Defrasne oraz Martin Fourcade. Ten drugi odniósł w czwartek piątą taką wygraną w karierze.

Nie byłoby jej gdyby nie... Vetle Sjastad Christiansen. Norweg podczas pierwszej wizyty na strzelnicy tak nieroztropnie podchodził do zajęcia miejsca na dywaniku, że zajechał drogę kończącemu strzelanie Johannesowi Kuehnowi. Niemiec wywrócił się i stracił kilka sekund, które prawdopodobnie odebrały mu szanse na zwycięstwo.

27-latek z Passau był bowiem rewelacją czwartkowego biegu. Strzelał bezbłędnie i z każdą kolejną rundą biegową notował lepsze czasy. Ostatecznie na bardzo długo zadomowił się na pierwszym miejscu. Wyprzedził go dopiero Fourcade, ale na mecie obu zawodników dzieliły tylko cztery sekundy. Te, które Niemiec stracił podczas wywrotki!

Christiansen po biegu zachował się honorowo. Przyjął winę za zdarzenie na siebie i za pośrednictwem mediów społecznościowych przeprosił Niemca. Czy Fourcade podziękował Norwegowiza "przysługę"? Tego nie wiadomo.

Powiązane osoby

 Norwegia | mężczyzna | Vetle Sjastad Christiansen

 Niemcy | mężczyzna | Johannes Kuehn

 Francja | mężczyzna | Martin Fourcade