Hojnisz: Jednorazowe wyskoki formy już mnie nie satysfakcjonują

Monika Hojnisz jest już jedyną polską medalistką mistrzostw świata, która ostała się w kadrze. Niewykluczone, że to właśnie jej przyjdzie pełnić rolę liderki reprezentacji. - Wydaje mi się, że gdy zawodniczka z tygodnia na tydzień startuje na wysokim poziomie to buduje się w niej pewność siebie, wszystko samo się później napędza. Chciałabym w końcu móc tego doświadczyć - powiedziała nam Hojnisz.

Za Tobą pierwsze starty i mam tu na myśli zarówno sprawdziany w Lenzerheide, jak i niedzielna sztafeta w Pokljuce. Co możesz powiedzieć o swojej formie?


- Bardzo się cieszę, że do takich biegów w Lenzerheide w ogóle doszło. Móc zmierzyć się z Francuzkami, Ukrainkami, Szwajcarkami czy Słowaczkami to był naprawdę dobry trening. Do tego momentu rywalizowałyśmy tylko wewnątrz grupy a zawody w takiej stawce otwierają trochę oczy. Szkoda mi trochę tego pierwszego startu, bo upadłam i mogło się skończyć zdecydowanie lepiej niż dziesiątym miejscem. Niedzielna sztafeta była specyficzna. Wspólnie z Łukaszem debiutowaliśmy w tej konkurencji i trudno jest mi po niej wypowiadać się na temat własnej formy. Nadal jestem jej ciekawa.

Nieźle wygląda u ciebie strzelanie. Pracowałaś nad tym elementem jakoś specjalnie latem?

- Już od dłuższego czasu miałam problemy z postawą w stójce. Nie czuję się w niej stabilnie dlatego spędziłam dodatkowe godziny trenując na sucho w pomieszczeniach, poza strzelnicą. Ostatni obóz w Lenzerheide nie był jednak jakiś rewelacyjny pod względem skuteczności w stójce, więc swoją niedzielną postawą jestem mile zaskoczona.

Jak podoba ci się format supermiksta? Wspominałaś, że debiutowałaś w tej konkurencji, choć ja pamiętam, że na mistrzostwach Polski w 2016 roku zaliczyłaś start w parze z Rafałem Penarem.

- Podobało mi się, było to fajne doświadczenie."Dystans i dynamika trochę mnie zmiażdżyły" Nie jestem typem sprintera, więc sam dystans i dynamika tej konkurencji trochę mnie zmiażdżyły. Na ostatnim kółku trochę już czułam, że brakuje mi sił. Jak przybiegałam na stójkę to nogi trzęsły mi się jak galaretki, cieszę się, że udało mi się to opanować i uniknąć katastrofy na strzelnicy.

Mówisz, że nie jesteś sprinterką, zawsze bazowałaś na wytrzymałości. Czy mamy zatem spodziewać się fajerwerków z twojej strony w czwartkowym biegu na 15km?

- Tego nie mogę obiecać. Wiem, że nie będzie to łatwy bieg. Trasa jest wymagająca i dystans da się we znaki. Postaram się skupić na strzelaniu, to powinno dać dobry wynik. Na igrzyskach ta taktyka się sprawdziła.

Jak podoba się zmiana miejsca rozgrywania pierwszego Pucharu Świata? Zamiast w mrocznym Ostersund startujecie w słonecznej Pokljuce?

- Zmiana jest jak najbardziej na plus. Jest trochę cieplej, więcej słońca. Poza tym bardzo lubię startować w Pokljuce w przeciwieństwie do Ostersund. Może nie powinnam tego mówić skoro mistrzostwa świata w tym sezonie są właśnie tam, ale może w związku z tym, że zostaną one rozegrane dopiero w marcu, będzie to wyglądać inaczej.

Tak jak wcześniej przez całe sportowe życie związana byłaś z jednym trenerem, tak teraz co roku za twoje przygotowania odpowiada kto inny. Trenerka Nadia Biełowa wprowadziła duże zmiany w porównaniu z tym jak twoje treningi wyglądały wcześniej?

- Trening różni się zupełnie."Trenerka dostrzega mnóstwo niuansów" Tyle lat już trenuję i wydawało mi się, że wszystkiego już w życiu próbowałam, a okazuje się, że niekoniecznie. Doświadczenie, które niesie ze sobą trenerka Nadia jest przeogromne. Lata pracy powodują, że przez zwykłą obserwację dostrzega mnóstwo niuansów. Nie trzeba z nią wcale za dużo rozmawiać, ma doskonałe czucie swoich podopiecznych. Podoba mi się to, że na bazie swojego doświadczenia potrafi mnie zrozumieć niemal bez słów.

Zapomniałaś już o zeszłorocznym sezonie? Wyciągnęłaś z niego wnioski?

- Prawda jest taka, że trener Tobias Torgersen odszedł, kontakt się urwał i nie miałam za bardzo z kim przeanalizować ubiegłego sezonu. Pozostało mi więc zapomnieć. Co sobie sama przeanalizowałam i wyciągnęłam to moje. Nie ma się jednak co rozżalać i patrzeć wstecz. Skupiam się na pracy z trenerką Nadią i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.

Celem stabilizacja na poziomie pierwszej dwudziestki czy te cele są zdecydowanie wyższe?

- Myślę, że ta stabilizacja to jest dobry cel. Nie ma co przesadzać z zawieszaniem sobie poprzeczki za wysoko, bo wiem, gdzie byłam w ubiegłym sezonie i z jakiego poziomu startuję."Jestem na takim etapie kariery, że chciałabym systematycznie pokazywać się z dobrej strony" Jestem na takim etapie kariery, że chciałabym systematycznie pokazywać się z dobrej strony. Jednorazowe wyskoki formy już mnie nie satysfakcjonują. Wydaje mi się, że gdy zawodniczka z tygodnia na tydzień startuje na wysokim poziomie to buduje się w niej pewność siebie, wszystko samo się później napędza. Chciałabym w końcu móc tego doświadczyć. Celem nadrzędnym są oczywiście mistrzostwa świata i to wtedy celujemy ze szczytem formy, ale zależy mi na tym by dobrze prezentować się od samego początku.

W zeszłym roku ten początek był nieudany i później trudno było ci już wskoczyć na odpowiednie tory…

- Doskonale sobie przypominam ubiegły sezon, faktycznie nie było łatwo. Pamiętam jak byłam przygotowana, jak się czułam fizycznie, później psychicznie. Start w Pucharze IBU dodatkowo sprawił mi mętlik w głowie. Ostatecznie udało się pozbierać na igrzyskach, ale chciałoby się czegoś więcej niż jednorazowy wyskok w całym sezonie.

Powiązane osoby

 Polska | kobieta | Monika Hojnisz