Gdy ktoś wygrywa dwudziesty złoty medal Mistrzostw Polski w karierze to trudno uznać to za niespodziankę. Biorąc jednak pod uwagę, że od powrotu z igrzysk Krystyna Guzik odbyła tylko dwa treningi na nartach jej wygrana w sprincie jest pewnego rodzaju zaskoczeniem nawet dla niej samej. - Przed startem taki wynik wydawał mi się niemożliwy, a jednak siłą woli udało się go uzyskać – powiedziała po dekoracji medalowej.

Start Krystyny Guzik w Dusznikach-Zdroju stał pod znakiem zapytania. Wszystko z powodu choroby, która wykluczyła ją ze startu w trzech marcowych Pucharach Świata. Na udział w Mistrzostwach Polski zdecydowała się niemal w ostatniej chwili głównie po to by potraktować ten bieg jako etap przygotowań do Mistrzostw Świata Wojskowych, jakie czekają ją w przyszłym tygodniu w Hochfilzen.

- I tak musiałam zrobić szybki trening. Łatwiej go zrobić startując w zawodach niż biegnąc samemu, tym bardziej, że o tej porze roku trudno o dobre warunki śniegowe, a tu w Dusznikach-Zdroju wciąż jest pod tym względem dobrze – powiedziała Guzik.

- Ciężko mi się biegło, bo wiedziałam, że jeśli chcę osiągnąć dobry wynik to musi być on poparty przede wszystkim celnym strzelaniem.  Jeszcze do końca nie wyzdrowiałam. Cały ten stres związany ze startem na igrzyskach, a przede wszystkim długa podróż powrotna spowodowały, że obniżyła mi się odporność. Drugi dzień po przyjeździe z igrzysk całkowicie mnie rozłożyło. Katar, gorączka, angina, kaszel. Najgorszy jest ten ostatni, który trzyma mnie od półtorej tygodnia i jest tak męczący jakby mi płuca wyrywały – dodała.

Od udziału w olimpijskiej sztafecie w Pjongczang po wtorkowy trening oficjalny na Duszniki Arena Guzik w ogóle nie trenowała strzelania.

- Chyba po raz pierwszy w karierze dzień przed zawodami wystrzelałam aż 100 nabojów. Normalnie w takich okolicznościach strzela się tylko kilka serii, ja musiałam na nowo wpasować się w karabin. Po treningu strzeleckim poszłam jeszcze na jedno szybkie okrążenie. Oczywiście międzyczasie pięć razy umarłam, ale postanowiłam z optymizmem podejść do startu w sprincie. Jeśli coś byłoby nie tak to planowałam zejść z trasy, albo dobiec w treningowym tempie. Na szczęście nie było takiej potrzeby. Pierwsze okrążenie przebiegłam z lekką rezerwą. Po udanym pierwszym strzelaniu przyspieszyłam, a po stójce, gdy wiedziałam już, że są szanse na wygraną dałam z siebie wszystko. Troszkę na końcówce już zabrakło sił. Przed startem taki wynik wydawał mi się niemożliwy, a siłą woli udało się go uzyskać – podsumowała Guzik.

Ostatecznie na mecie uzyskała czas lepszy od Moniki Hojnisz o pięć sekund. Z trzecią Kamilą Żuk wygrała z kolei o dziesięć sekund. Dzięki wygranej wywalczyła dwudziesty złoty medal mistrzostw kraju w karierze. Wszystkich krążków w swoim dorobku ma 37.

- Początkowo wszystkie ładnie wywieszałam, teraz jest już ich tyle, że przestałam je liczyć. Niech się tym zajmują dziennikarze. Medali i dyplomów zarówno z zimy, jak i z letnich mistrzostw jest naprawdę sporo i myślę, że dopiero jak już kiedyś zakończę karierę to znajdę czas by zrobić gablotkę i wszystko ładnie poukładać – powiedziała.

Guzik nie zamierza rozstawać się ze sportem i w przyszłym sezonie wciąż chce rywalizować w zawodach Pucharu Świata.

- Karierę zakończę dopiero wtedy gdy poczuję, że nie mam sił i nie da się ze mnie już nic więcej wycisnąć. Póki co wciąż mam wolę trenowania i startowania. Jeżeli zdrowie i życie prywatne ułoży się na tyle, że będę miała szansę kolejnych startów w Pucharze Świata to zrobię wszystko by się to udało. Zobaczę jeszcze jak będzie wyglądało szkolenie przed najbliższym sezonem. Jeśli będzie szansa się dobrze przygotować to chcę kontynuować karierę jeszcze przynajmniej przez rok. Motywacją jest dla mnie Magda Gwizdoń, która ma w sobie tyle entuzjazmu i sił, że nie chcę być pod tym względem gorsza od niej – zakończyła.

Powiązane osoby

 Polska | kobieta | Krystyna Guzik