Cwietkow: To był dobry dzień

Spełniło się marzenie rosyjskich kibiców – w Tjumeni wreszcie zwyciężył reprezentant gospodarzy. Po raz pierwszy w karierze na pierwszym stopniu podium zawodów Pucharu Świata stanął Maksim Cwietkow. Podczas konferencji prasowej Rosjanin podkreślił, że od rana był w świetnym nastroju i tak też było po przekroczeniu linii mety.

Wyjąwszy zwycięstwo w Tjumeni, Cwietkow kończącego się sezonu nie może zaliczyć do udanych. Największe sukcesy odnosił w sztafecie, w startach indywidualnych tylko kilka razy zajmował miejsca w pierwszej dziesiątce.

- To moje pierwsze indywidualne zwycięstwo w Pucharze Świata. Jestem w świetnym nastroju, ale byłem w takim już od rana. To był dobry dzień – stwierdził.

Kluczem do zwycięstwa było oczywiście dobre strzelanie. Rosjaninowi udało się uniknąć karnych rund.

- Na ostatnim strzelaniu było nas sześciu. Nie pamiętam dokładnie jak to się stało, ale strzeliłem na czysto. Na ostatniej rundzie wiedziałem, że żeby stanąć na podium, muszę pobiec na maksimum moich możliwości.

Życiowy sukces w ostatnim starcie odniósł też Erlend Bjoentegaard, który jak do tej pory tylko raz stanął na podium Pucharu Świata, i to na jego ostatnim stopniu. Miało to miejsce w styczniu, w biegu masowym w Anterselwie.

- Byłem bardzo zmęczony podczas całego biegu. Ostatnie czyste strzelanie to po prostu cud. Na ostatniej rundzie dałem z siebie wszystko. Maksim miał po prostu więcej energii. Ale jestem bardzo zadowolony z mojego występu - opowiedział.

Norweg ostatni start w tym sezonie traktuje, jako dobry prognostyk na przyszłość.

- Ten sezon był dla mnie wielkim krokiem w dobrym kierunku. Poprawiłem się zarówno na strzelnicy, jak i w biegu. To z pewnością mój najlepszy, jak do tej pory, sezon. Mam dużo motywacji do treningów przed kolejnym.

Za sukces Bjoentegaard może też uznać fakt, że zajął miejsce przed Johannesem Boe.

- Zawsze dobrze jest pokonać Johanesa i mam nadzieję zrobić to jeszcze wiele razy w przyszłości – powiedział z uśmiechem.

Boe stracił do kolegi z reprezentacji już przeszło 16 sekund, ale mógł odczuwać satysfakcję, że i tak było to dużo lepsze miejsce, niż to, jakie tym razem osiągnął Martin Fourcade.

- Po Holmenkollen nie bardzo chciało mi się jeszcze gdzieś jechać, ale zapomniałem jak wspaniale startuje się w Rosji. Kibice tutaj są bardzo głośni i daje to dużo motywacji do treningów przed kolejnym sezonem - przynał.

Joahennes spytany o plany na lato powiedział, że jedzie do domu i będzie przygotowywać się do ślubu. Nie zamierza jednak zapraszać na niego Martina Fourcade.

- Jeszcze ukradłby mi narzeczoną, on przecież wszystko wygrywa – zażartował.

Norwegowi pozostaje życzyć wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.

Powiązane osoby

 Rosja | mężczyzna | Maksim Cwietkow

 Norwegia | mężczyzna | Erlend Bjoentegaard