Svendsen znów przegrał złoto, tytuł dla Szwedów!

W ostatniej biathlonowej konkurencji igrzysk w Pjongczang byliśmy świadkami pojedynku Norwegii i Szwecji. Emil Hegle Svendsen tak jak cztery lata wcześniej w Soczi nie utrzymał prowadzenia swojej sztafety i złoto wywalczyli Szwedzi startujący w składzie Peppe Femling, Jesper Nelin, Sebastian Samuelsson, Fredrik Lindstroem.

Rywalizacja Norwegii ze Szwecją od lat rozpala zazwyczaj kibiców biegów narciarskich, w biathlonie utarło się, że reprezentanci Trzech Koron nie należą do czołówki. Tak było zwłaszcza po zakończeniu kariery przez Carla Johana Bergmana i Bjoerna Ferry'ego. Pojedyncze przebłyski Fredrika Lindstroema to jedyne na co mogli liczyć sympatycy szwedzkiego biathlonu. Pierwszy przebłysk dający nadzieję, że może być lepiej pojawiłsię w Oberhofie, gdzie we mgle Szwedzi odnieśli sensacyjne zwycięstwo. Okazuje się, że są specjalistami od trudnych warunków, bo w Pjongczang przy zmiennym wietrze ponownie okazali się najlepsi.

Kluczowe w ich przypadku były pierwsze dwie zmiany. Peppe Femling i Jesper Nelin spisali się bardzo dobrze, nie ponieśli strat na strzelnicy i na półmetku Szwecja plasowała się na drugim miejscu. Mając w zanadrzu Samuelssona i Lindstroema mogli liczyć na walkę o medal, ale czy o złoto? Wicemistrz olimpijski w biegu pościgowym rywalizował z Johannesem Boe i stosując terminologię piłkarską ten mecz wygrał doprowadzając do remisu. Wszystko rozstrzygnęło się na ostatniej zmianie, a będąc bardziej precyzyjnym na ostatnim strzelaniu. Lindstroem dobierał tylko raz, a Svendsen spudłował aż czterokrotnie i zamiast na trasę, ruszył na karną rundę. Przed ostatnią pętlą miał 41 skeund straty do Szweda i jasne było, że tak jak w Soczi to on pozbawił Norwegię złotego medalu. Wtedy spadł jednak na czwarte miejsce, teraz na pocieszenie on i jego koledzy - Lars Helge Birkeland oraz bracia Boe - mają srebro.

Szwedzi tymczasem okazali się rewelacją igrzysk. Złoto Hanny Oeberg, srebro Sebastiana Samuelssona i do tego dwa medale w biegach sztafetowych - trenera Wolfganga Pichlera śmiało można nazywać cudotwórcą. 

Na najniższym stopniu podium stanęli Niemcy, którzy po dobrym początku Erika Lessera mogli liczyć na coś więcej. Był moment, że prowadzili z przewagą pół minuty nad resztą stawki, ale dwie karne rundy Benedikta Dolla sprawiły, że zamiast dalej uciekać, musieli zacząć gonić. Arnd Peiffer robiłto na tyle skutecznie, że Simon Schempp ruszając na ostatnią zmianę tracił ledwie 13 sekund do liderów. Niemiec miał jednak spore problemy zarówno w postawie leżąc, jak i stojąc, co sprawiło, że zamiast próbować atakować Svendsena i Lindstroema, musiał skupiać się na obronie medalowej pozycji przed Austriakami, którzy po dwóch kolejnych igrzyskach z medalami, tym razem muszą zadowolić się czwartą lokatę.

Na piątym miejscu sztafetę ukończyli Francuzi, którym szanse na dobry wynik już na pierwszej zmianie pogrzebał Simon Desthieux. Mistrz olimpijski w sztafecie mieszanej biegał dwie karne rundy i Trójkolorowi bezpowrotnie stracili kontakt z czołówką. Przeciętny występ zaliczył Martin Fourcade, który nie drobił strat, a wręcz przeciwnie. Biegał karną rundę w stójce. Antonin Guigonnat przyprowadził sztafetę do mety z blisko trzyipółminutową stratą! Przypomnijmy, że w rywalizacji kobiet Polki, które zajęły siódme miejsce straciły do zwyciężczyń zaledwie 43 sekundy...

I właśnie w nawiązaniu do Polek w biegu mężczyzn wystartowali Czesi. Nasi południowi sąsiedzi podobnie jak Biało-Czerwone wystawili skład złożony z medalistów MŚ i IO, któreg dobre występy w sztafecie można policzyć na palcach jednej ręki. Po zmianach Ondreja Moravca i Michala Slesingra Czesi prowadzili, ale gorsza dyspozycja Jaroslava Soukupa i Michala Krcmara spowodowała, że finiszowali na siódmym miejscu. Coś Wam to przypomina?

Polacy nie startowali.

WYNIKI