Polki zajmując siódme miejsce w Pjongczang wyrównały najlepsze olimpijskie osiągnięcie w biegu sztafetowym sprzed dwunastu lat z Turynu. Różnica jest taka, że wtedy rezultat ten był przyjmowany euforycznie, dzisiaj w wypowiedziach naszych zawodniczek wyczuwalny jest niedosyt.

Monika Hojnisz dobrze rozpoczęła, przec chwilę nawet prowadziła, ale do strefy zmian dotarła na siódmym miejscu. W jej przypadku lepiej wyglądał bieg (drugi czas), gorzej strzelanie (trzy dobierane pociski).

- Mogło to lepiej wyglądać. Na trasie czułam się dobrze i biegowo było chyba w porządku. Mogłam walczyć z czołówką. Szkoda, że tego dobrego biegu nie wykorzystałam trochę lepiej na strzelnicy, ale na niej nie było łatwo. Nie tylko my się myliłyśmy, bo warunki na strzelnicy nie były dobre. To była dla nas szansa - przyznała Hojnisz w rozmowie dla Sport.onet.pl.

Magdalena Gwizdoń utrzymała siódmą pozycję. Na strzelnicy pudłowała po razie podczas każdej z wizyt. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" żałowała, że igrzyska już się kończą.

- Dopiero teraz czuje się dobrze biegowo i na strzelnicy. Lepiej późno niż wcale - żałowała najbardziej doświadczona z Polek. - W sztafetach zawsze są emocje. Tutaj biegnie się dla drużyny, a nie dla siebie. Dlatego każdy chce na swojej zmianie zrobić jak najlepszą robotę. To jest naprawdę duża odpowiedzialność. Trzeba było ryzykować. Albo trzeba było szybko strzelać, albo stać i się męczyć. Mnie na szczęście ten wiatr pomagał na strzelnicy - dodała Gwizdoń, która podkreśliła, że wcale nie kończy kariery po tym sezonie.

Drogę z piekła do nieba przebyła Krystyna Guzik, która po strzelaniu w postawie leżąc biegała karną rundę. Po stójce, w której dobierała tylko jeden pocisk awansował1 jednak na drugie miejsce, które na trasie poprawiła na pierwsze! Po biegu nie chciała jednak rozmawiać z dziennikarzami.

Innego wyjścia nie miała Weronika Nowakowska, która mimo prowadzenia finiszowała na siódmym miejscu. Ostatnia z Polek miała na swojej zmianie bardzo mocne rywalki, medalistki tych igrzysk, która okazały się za mocne. 

- Zdecydowanie nie spisałam się na strzelnicy tak jak należy. Wybroniłam się przed rundami karnymi, ale to było stanowczo za mało, żeby utrzymać to wspaniałe miejsce, które wypracowały dziewczyny. O błędach na pewno zadecydowały emocje. W pozycji leżącej powinnam była zrobić korektę. Będę o tym później rozmawiać z trenerem. Na stójce po pierwszym strzale byłam pewna, że trafiłam, a okazało się, że spudłowałam. Wiatr ciągnął bardzo mocno z lewej strony. Trzeba było czekać. Nie można było strzelać w swoim rytmie. Widać to było też po strzelaniu innych dziewczyn, które też pudłowały - powiedziała Nowakowska cytowana przez SportoweFakty.pl.

- Gdybyśmy cały czas biegły w okolicach siódmego lub ósmego miejsca, to pewnie byśmy się cieszyły, ale jeżeli pod koniec trzeciej zmiany Polska jest na pierwszym miejscu, a kończy na siódmym, to trudno patrzeć na ten wyścig w kategorii sukcesu. Mam świadomość, że wszystko spadnie w tej chwili na mnie. Biorę to na klatę - dodała.

Dla Polek to koniec igrzysk. Najlepszym występem w ich wykonaniu było szóste miejsce Moniki Hojnisz w biegu indywidualnym.

 

Powiązane osoby

 Polska | kobieta | Weronika Nowakowska

 Polska | kobieta | Magdalena Gwizdoń

 Polska | kobieta | Monika Hojnisz