Kim jest wicemistrz olimpijski w biegu pościgowym?

Autorem największej niespodzianki na biathlonowych trasach w Pjongczang jest póki co dwudziestoletni Sebastian Samuelsson, który wywalczył srebrny medal w biegu pościgowym przegrywając tylko z wielkim Martinem Fourcade'm. Kim jest długowłosy Szwed?

Samuelsson pochodzi z Solleftea, gdzie urodził się 28 marca 1997 roku. Dwukrotnie startował w Mistrzostwach Świata Juniorów, podczas których najlepiej zaprezentował się jeszcze rywalizując w kategorii juniorów młodszych. W rumuńskim Cheile Gradstei zajął szóste miejsce w biegu pościgowym. Szwed wciąż jest juniorem i teoretycznie będzie mógł wziąć udział w tegorocznej edycji MŚJ, która zaplanowana jest w Otepaa na przełomie lutego i marca.

- W wieku dziewięciu lat rozpocząłem biegać na nartach. Rok później w mojej rodzinnej miejscowości odbyły się Mistrzostwa Szwecji w biathlonie. Oglądałem rywalizację, która bardzo mi się spodobała więc postanowiłem spróbować swoich sił tej dyscyplinie. Mimo, że byłem już w wielu miejscach moją ulubioną trasą nadal jest Hallstaberget w Solleftea. To tam trenuję kiedy tylko mogę. Trasa jest trudna, a strzelnica usytuowana w ciekawym miejscu. W trakcie mojej kariery miałem wielu różnych idoli, ale obecnie wzoruje się na Johannesie Boe. Jest to młody zawodnik, który osiągnął już bardzo wiele i dalej dąży do bycia najlepszym – powiedział Samuelsson.

W Pucharze Świata zadebiutował w Ostersund na początku sezonu 2016/17. Dotychczas jego najlepszym rezultatem w zawodach najwyższej rangi było zajęcie trzynastego miejsca w biegu sprinterskim w Novym Miescie. Jego pierwszą mistrzowską imprezą dla seniorów były Mistrzostwa Świata w 2017 roku w Hochfilzen. Samuelsson pojechał tam głównie po zebranie doświadczenia. Świadczą o tym jego odległe lokaty: 76. w sprincie i 52. w biegu indywidualnym.

- Nie spodziewałem się, że już w pierwszym sezonie pojadę na mistrzostwa świata. Zawody niby takie jak każde inne, ale wszystkiego było więcej. Tumy kibiców zgromadzone wzdłuż tras tworzyły niesamowitą atmosferę – wspomina Samuelsson.

Jego trenerem, podobnie jak i całej reprezentacji Szwecji jest Wolfgang Pichler, którego początkowo miało nie być na igrzyskach w Pjongczang. Niemieckiemu szkoleniowcowi odmówiono akredytacji w związku z tym, że cztery lata temu prowadził damską reprezentację Rosji. Na mocy sankcji MKOL osoby współpracujące ze sportowcami rosyjskimi podejrzanymi o stosowanie dopingu otrzymały zakaz pracy na kolejnych igrzyskach. Tydzień przed igrzyskami MKOl cofnął zakaz Pichlerowi i ten, choć spóźniony, dotarł do Korei.

- Wolfgang Pichler to wymagający trener. Jest bardzo ambitny i zawsze daje z siebie 100%. Jest jednym z najlepszych trenerów na jakiego mogłem trafić. Najbardziej cenię sobie to, że dzięki niemu stałem się zawodnikiem klasy światowej. Nigdy nie poszliśmy na skróty, liczył się tylko ciężki trening. Pomógł mi poprawić wiele błędów i wspierał mój rozwój – ocenił młody Szwed.

Do tego trudno Pichlerowi odmówić intuicji. Niemiec zakupił alkohol już przed biegiem, w którym Samuelsson sensacyjnie wywalczył drugie miejsce. - Dobrego trenera poznasz po tym, że jest przygotowany na sukces - piszą żartobliwie szwedzkie portale.

Powiązane osoby

 Szwecja | mężczyzna | Sebastian Samuelsson