Ale to już było: Biegi pościgowe w Soczi

Stosunkowo rzadko zdarza się aby w pierwszej trójce biegu pościgowego nie znalazł się nikt, kto wcześniej stał na podium w sprincie. W Soczi taka sytuacja miała miejsce zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Odświeżmy swoją pamięć i przywołajmy wydarzenia z 10 i 11 lutego 2014 roku.

- Wydaje się, że medal jest w zasięgu ręki. Szampany są kupione, ale trzeba do tego startu podchodzić bardzo spokojnie – mówił przed biegiem pościgowym pań prezes Polskiego Związku Biathlonu Zbigniew Waśkiewicz. Miał na myśli niezłą pozycję wyjściową Weroniki Nowakowskiej-Ziemniak, która startowała jako siódma. Niestety odkorkowywanie butelek trzeba było przełożyć, choć do ostatniego strzelania w walce o medal pozostawała Monika Hojnisz.

Nowakowska-Ziemniak spudłowała już podczas pierwszego strzelania. Jedna karna runda zepchnęła ją na miejsce pod koniec drugiej dziesiątki, na którym pozostała już do końca rywalizacji. Dużo lepiej szło Monice Hojnisz, która bez żadnych kar przebrnęła przez pierwsze trzy wizyty na strzelnicy. Na ostatniej zameldowała się w grupie zawodniczek walczących o miejsce medalowe. Bezbłędne strzelanie prawdopodobnie dałoby chorzowiance możliwość bezpośredniej walki o podium. Niestety dwa niecelne strzały spowodowały spadek aż na 19. miejsce. Krystyna Pałka i Magdalena Gwizdoń też znacząco nie poprawiły swoich lokat wywalczonych w sprincie. Obie uplasowały się dopiero w czwartej dziesiątce.

Tytuł mistrzowski wywalczyła Daria Domraczewa, która na strzelnicy pomyliła się tylko raz i to dopiero wówczas, gdy była już praktycznie pewna zwycięstwa. Na mecie zameldowała się z kilkudziesięciosekundową przewagą, mimo że na starcie była dopiero dziewiąta. Prowadzenie w biegu podopieczna Klausa Sieberta objęła już po drugim strzelaniu. To właśnie niemieckiemu trenerowi Domraczewa zadedykowała swój sukces. 

Skład podium, podobnie jak w biegu panów, zupełnie różnił się od tego w sprincie. Na drugim miejscu finiszowała Tora Berger, a na trzecim niespodziewania uplasowała się Teja Gregorin. Niewiele brakowało, by atak na medal z aż 29. pozycji na starcie przypuściła Gabriela Soukalova. Czeszka przecięła linię mety jako czwarta z zaledwie czterema sekundami straty do Słowenki. Medalistki sprintu zostały w komplecie sklasyfikowane w drugiej połowie pierwszej dziesiątki. Anastazja Kuzmina zajęła szóste miejsce, Olga Wiłuchina była siódma, a Wita Semerenko finiszowała jako dziesiąta.

W biegu na dochodzenie mężczyzn do głosu doszedł lider Pucharu Świata oraz wielki faworyt igrzysk Martin Fourcade. Po rozczarowującym szóstym miejscu w sprincie, Francuz zdołał awansować na sam szczyt klasyfikacji. Ole Einar Bjoerndalen tym razem musiał zadowolić się czwartą pozycją.

Na podium nie utrzymał się żaden z medalistów sprintu. Słabość Bjoerndalena, Dominika Landertingera i Jaroslava Soukupa wykorzystali Fourcade, Ondrej Moravec i Jean-Guillaume Beatrix. Francuski dominator na czele stawki pojawił się po trzecim strzelaniu, które zakończyło się dla niego jedyną tego dnia karną rundą. Na mecie uzyskał 14 sekund przewagi nad Moravcem. Czech jako jedyny z medalistów strzelał bezbłędnie. Walkę o trzecie miejsce stoczyli Bjoerndalen z Beatrixem. Minimalnie lepszy był Francuz, który cieszył się z pierwszego indywidualnego krążka w swojej karierze. Norweg przegrał medal o półtorej sekundy.

Nie on był jednak największym pechowcem dnia. Jean-Philippe Leguellec od początku zawodów nieoczekiwanie trzymał się w czołówce. Po drugim strzelaniu, na którym spudłowali jego rywale, wyrwał się do przodu, objął prowadzenie, ale upadł na jednym z zakrętów. Kanadyjczyk stracił pozycję, złamał nartę, zdekoncentrował się i ostatecznie finiszował dopiero na 26. miejscu.

Tekst pochodzi z książki "Biathlon. Kronika sezonu 2013/14" autorstwa Sebastiana Krystka i Bartosza Wlaźlaka.