Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta?

Sprint mężczyzn na igrzyskach w Pjongczang zapowiadany jest jako pojedynek Martina Fourcade'a z Johannesem Boe. I słusznie, bo ta dwójka wprost zdominowała tegoroczną rywalizację. Zastanówmy się jednak czy jest możliwe, żeby mistrzem olimpijski został ktoś trzeci?

Tak było przecież w Soczi, gdy wygrywał Ole Einar Bjoerndalen. Tamte igrzyska miały być z kolei konfrontacją Fourcade'a ze Svendsenem, na rywalizację Francuza z  Norwegiem czekaliśmy dopiero do ostatniej indywidualnej konkurencji, czyli biegu masowego. Wystarczy również cofnąć się do ubiegłorocznych mistrzostw świata w Hochfilzen, gdzie faworytów niespodziewanie pogodził Benedikt Doll. Ten sezon jest jednak niebywały. Wystarczy spojrzeć na miejsca zajmowane kolejno przez Fourcade'a i młodszego z braci Boe.

M. Fourcade 3. 2. 1. 2. 3. 2. 2. 1. 1. 1. 1. 2. 2. 2. 1.
J. Boe 1. 11. 12. 1. 1. 1. 1. 2. 3. 2. 3. 1. 1. 1. 6.


Francuz w każdym z tegorocznych startów plasował się na podium, Norweg zaliczył tylko trzy wpadki. W wygranych 8:6 prowadzi Norweg. Tylko jeden bieg Pucharu Świata z piętnastu, które zostały do tej pory rozegrane nie padł łupem kogoś z tej dwójki. Sprint w Ostersund  wygrał... Tarjei Boe.

 

To właśnie starszy z braci Boe jest chyba głównym kandydatem do ewentualnego sprawienia niespodzianki, bo za taką uważać będzie wygraną kogokolwiek spoza duetu, który zdominował tegoroczny Puchar Świata. Nie można zapominać o Emilu Hegle Svendsenie, który przy bezbłędnym strzelaniu stawał już w tym roku na podium biegu sprinterskiego. Z reprezentantów Niemiec najsolidniej prezentował się w tym sezonie Arnd Peiffer, czyli mistrz świata z 2011 roku, ale podium z Simonem Schemppem też jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Swoje momenty, zwłaszcza w grudniu, miewał Jakov Fak, który swego czasu dorobił się pseudonimu "Big Time Player". Chorwat bardzo często dochodził do głosu w najważniejszych momentach sezonu, zdobywając medale na aż pięciu różnych imprezach mistrzowskich. Czarnym koniem zawodów przy dobrym strzelaniu może się okazać Lukas Hofer. Kto wie czy walka o brązowy medal nie będzie ciekawsza niż ta o złoto...

Na co w tym wszystkim stać Polaków? Grzegorz Guzik oraz Andrzej Nędza-Kubiniec o olimpijską kwalifikację walczyli do samego końca, czyli do biegu sprinterskiego w Anterselwie. To właśnie ten start pokazał na co przy sprzyjających okolicznościach możemy liczyć. Grzegorz Guzik z dwiema karnymi rundami zajął 30. miejsce, Andrzej Nędza-Kubiniec z takim samym wynikiem na strzelnicy slasyfikowany został na 51. miejscu. Obaj nasi reprezentanci zakwalifikowali się do biegu na dochodzenie i gdyby powtórzyli ten wyczyn dzisiaj mielibyśmy powody do satysfakcji.

LISTA STARTOWA