Łukasz Szczurek powoli staje się specjalistą od biegów sztafetowych. Po obiecującym występie w Hochfilzen, ponownie pokazał się z dobrej strony – tym razem w Oberhofie. Polak przez dłuższy czas biegł w czołówce. Swój odcinek zakończył na czternastym miejscu.

Już sam początek biegu był obiecujący. Szczurek startował z ósmego rzędu, a mimo to zdołał przebić się na jedenastą pozycję tuż przed wbiegnięciem na stadion. Po pierwszym strzelaniu było jeszcze lepiej. Polak jako jeden z nielicznych w całej stawce strzelał bezbłędnie. Efekt? Szóste miejsce.

Wynik ten robi wrażenie tym bardziej, że za Szczurkiem dwie dziesięciogodzinne podróże – z Oberhofu do Osrblie i z powrotem – w ciągu dwóch dni.

- Bardzo się cieszę z tego startu. Rano jak się obudziłem, myślałem, że to już koniec. Na szczęście jak wyszedłem na narty to się rozruszałem i już na rozgrzewce wiedziałem, że dam radę powalczyć. Nie oszczędzałem się zupełnie i mam nadzieję, że uda mi się te dobre starty w sztafecie przełożyć w końcu na występ indywidualny – powiedział Szczurek.

Polak stracił sporo czasu podczas drugiego strzelania. Na przeszkodzie stanęło łzawiące oko.

 - Gdy jest mgła i zaczyna łzawić oku to praktycznie nie widzi się celu. Wiatru nie było, więc trzeba było tylko wyostrzyć wzrok. Prawdopodobnie nigdy w Pucharze Świata nie strzelałem stójki z siódmego stanowiska. Fajnie było stać tam wśród czołowych biathlonistów. W końcu choć przez chwilę mogłem poczuć się równy z nimi – dodał Szczurek, który ostatecznie przy użyciu siedmiu pocisków strącił wszystkie krążki.

Do mety dobiegł na czternastej pozycji ze stratą niewiele ponad minuty do prowadzącego Michael Roescha. Najbardziej doświadczony polski biathlonista świetnie prezentował się na trasie. W stawce 25 zawodników uzyskał dziewiąty czas biegu. Pobiegł szybciej od Vetle Sjastada Christiansena czy Martina Ponsiluomy – obaj stali dzisiaj ze swoimi drużynami na podium. 

Powiązane osoby

 Polska | mężczyzna | Łukasz Szczurek