Farbowane lisy z karabinem

Przed Euro 2012 w prasie i w telewizji sporo mówiło się o tak zwanych farbowanych lisach, czyli piłkarzach wychowanych poza Polską, którzy mieli bliższe lub dalsze związki z naszym krajem i chcieli reprezentować jego barwy. W świecie futbolu budziło to wiele kontrowersji i w zasadzie do dzisiaj jest to sprawa, która dzieli środowisko. W innych dyscyplinach bywa z tym różnie. W koszykówce czy tenisie stołowym naturalizuje się na potęgę. W sportach zimowych, przynajmniej u nas, problem praktycznie nie istnieje. A jak to jest w biathlonie?

Jak wiadomo Związek Radziecki był jednym z największych biathlonowych imperiów. Zawodnicy wyszkoleni w tym kraju nawet po jego upadku odnosili olbrzymie sukcesy. Często też zdarzało się, że w trakcie kariery zmieniali barwy narodowe, reprezentując Rosję, Białoruś, Ukrainę lub Kazachstan. Dobrymi przykładami są tu Władimir Draczew albo Ołena Zubriłowa. Praktycznie do tej pory zdarzają się transfery pomiędzy tymi krajami, co jednak biorąc pod uwagę spore przemieszanie narodowości w tej części świata, nie powinno dziwić. Zajmiemy się zatem nieco innymi przypadkami, gdzie historia nie miała aż tak wielkiego wpływu na zmianę obywatelstwa przez zawodnika lub zawodniczkę.

Biathlonowi hipsterzy zauważyli zapewne, że w biegach kobiet przestała pojawiać się zawodniczka z Holandii. Czy to znaczy, że Chardine Sloof zakończyła karierę? Nie, po prostu od tego sezonu reprezentuje barwy Szwecji. Wcześniej jako zawodniczka Oranje odnosiła spore sukcesy w zawodach juniorskich, zdobywając dwukrotnie mistrzostwo świata. Jednak jej wejście w seniorską rywalizację nie przebiegło tak gładko i zamiast walki o czołowe pozycję, do czego z pewnością była predysponowana, z reguły kończyło się na lokatach w siódmej albo ósmej dziesiątce. "W Holandii zima kojarzy się wyłącznie z łyżwami"Po części problemem była astma, z którą Chardine musi się zmagać, ale nie da się ukryć, że biathlon w Holandii nie jest szczególnie popularny i środki przeznaczone na tę dyscyplinę nie powalają. Tam zima kojarzy się tylko i wyłącznie z łyżwami, toteż nie może dziwić, że nikt specjalnie nie palił się do wspierania dziewczyny biegającej na nartach z karabinem. Sloof od jakiegoś czasu mieszkała w Szwecji, gdzie miała dobre warunki do treningu, ale reprezentując Holandię, próbowała zakwalifikować się na igrzyska olimpijskie. To jej się nie udało i podjęła bardzo odważną decyzję. Zdawała sobie sprawę, że aby wejść na wyższy poziom, musi dokonać sporych zmian w swoim sportowym życiu. Szansą na to wydawała się zmiana obywatelstwa. Kadra Szwecji jest o niebo lepsza od holenderskiej i mimo, że trudniej będzie jej o starty w Pucharze Świata, to na pewno dostanie dużo większe możliwości rozwoju i jeżeli szczęście się do niej uśmiechnie, może kiedyś nawiążę do sukcesów z czasów juniorskich. Zresztą zadomowiła się w kraju Trzech Koron i nie powinna obawiać się o to, jak przyjmą ją szwedzcy fani. Chardine budzi sporą sympatię i mimo zmiany barw nadal ma sporo fanów.

O ile Sloof zmieniała kraj nieco egzotyczny dla biathlonu na taki, gdzie tradycje tego sportu są dużo większe, to nieco inną ścieżką podążyła Anastazja Kuzmina. Urodzona w Związku Radzieckim, z domu Szypulina, reprezentowała barwy Rosji, jednak trudno było jej się przebić pośród bardzo silnej konkurencji. Zakwalifikowała się do kadry A i startowała w Pucharze Świata w roku 2006, ale pozostawała w cieniu innych biathlonistek. Nie mogła pogodzić się z taką rolą i postanowiła zmienić kraj. Postawiła na Słowację, gdzie konkurencja nie była specjalnie duża, za to apetyty na sukcesy większe. Wraz z mężem Danielem Kuzminem, który z kolei reprezentował Izrael, przeniosła się do Bańskiej Bystrzycy i od 2008 roku reprezentuje swoją nową ojczyznę. Już rok później pięknie odpłaciła się za szansę, jaką otrzymała i zdobyła srebrny medal na mistrzostwach świata w koreańskim Pyeongchang. Jednak to igrzyska olimpijskie przyniosły jej największe medalowe żniwo. Złoty i srebrny medal w Vancouver i kolejne złoto cztery lata później w Soczi, to jedne z największych sukcesów w historii słowackiego biathlonu i nikt nie żałuje, że kiedyś wyciągnął pomocną dłoń do rosyjskiej biathlonistki. 

Podobną drogę, choć w nico innej fazie kariery, przeszła także Nathalie Santer. Początki jej kariery związane są z kadrą Włoch, w której odnosiła największe sukcesy. Na początku lat 90-tych była jedną z czołowych zawodniczek świata a w sezonie 1993/1994 uplasowała się nawet na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jednak kiedy w XXI wieku w kadrze Italii zaczęło się robić dla niej za ciasno, postanowiła, że przyjmie obywatelstwo swojej matki i rozpocznie występy w kadrze Belgii. Tam, nawet mimo słabszej dyspozycji była gwiazdą i wraz ze swoją siostrą Saskią, stanowiły o sile, o ile można tak powiedzieć, belgijskiej kadry. Była to jednak już sama końcówka kariery starszej z sióstr Santer i nie do końca wiadomo czy chęć przedłużania swoich startów w Pucharze Świata był spowodowany miłością do biathlonu, czy do swojego byłego już męża Ole Einara Bjoerndalena, który jak wiadomo, gustuje w czynnych zawodniczkach.

W 2006 roku mistrzostwa świata juniorów odbywały się w amerykańskim Presque Isle. W biegu sztafetowym triumfowały Austriaczki przed Rosjankami i Francuzkami. W składzie brązowych medalistek znalazła się urodzona w Andorze Laure Soulie. Jej matka była Francuzką, a Andora nie miała drużyny, dlatego Soulie startowała w barwach Trójkolorowych. Jednak podobnie jak w przypadku Kuzminy, wejście do kadry seniorek było dosyć trudne i zawodniczka zdecydowała, że pójdzie nieco na skróty. Czuła się na siłach, by walczyć w Pucharze Świata i zaczęła reprezentować kadrę Andory, gdzie zainteresowano się zawodniczką, mającą realne szanse reprezentować ten kraj na igrzyskach olimpijskich. Od sezonu 2009/2010 oglądaliśmy zatem Soulie w andorskich barwach, dodających kolorytu rywalizacji. Do jej największych osiągnięć zaliczyć należy 9. miejsce w biegu indywidualnym podczas Pucharu Świata w Ruhpolding w sezonie 2013/2014. Spełniła również swoje marzenie i wystąpiła na igrzyskach w Soczi, co pewnie ciężko byłoby zrealizować w barwach Francji, gdzie byłaby jedną z wielu. W Andorze byłą tą jedyną. Po igrzyskach zakończyła karierę.

Ciekawym przypadkiem jest Michael Roesch. Już od czasów juniorskich był jednym z najbardziej obiecujących niemieckich zawodników, trzy razy zdobywał mistrzostwo świata w sztafecie, a raz w sprincie (podczas czempionatu w Kościelisku w 2003 roku). Dość szybko awansował do kadry seniorów, gdzie również spisywał się na tyle dobrze, żeby biegać w sztafecie. Dzięki wygranej w biegu na dochodzenie, podczas Pucharu Świata w Ruhpolding i wielu innym dobrym występom, został członkiem niemieckiej sztafety na igrzyskach w Turynie w 2006 roku, gdzie sięgnął z kolegami po złoty medal. "Roesch ryzykował wiele, bo zmieniając obywatelstwo musiał zrezygnować z etatu w policji"Przez kilka kolejnych sezonów utrzymywał się w czołówce Pucharu Świata i miał pewne miejsce w niemieckiej sztafecie, z którą trzy razy z rzędu sięgał po brązowy medal mistrzostw świata. Jednak od roku 2010 jego forma zaczęła spadać i stopniowo tracił miejsce w niemieckiej kadrze, gdzie konkurencja jak zwykle była olbrzymia. Nawet w Pucharze Świata pojawiał się coraz rzadziej, ustępując pola młodszym. Pod koniec 2012 roku postanowił dość nieoczekiwanie, że chciałby zmienić reprezentację. Wybór padł na Belgię, gdzie szlak dla dyscypliny przetarły siostry Santer i pojawiło się pewne zainteresowanie biathlonem. Roesch ryzykował wiele, bo zmieniając obywatelstwo musiał zrezygnować z etatu w policji. Eks-reprezentant Niemiec znowu mógł poczuć się gwiazdą, co zresztą dobrze wpłynęło na jego dyspozycję. W 2014 roku w Tiumeniu został nawet mistrzem świata w biathlonie letnim. Obecny sezon ma raczej z głowy, bo zerwał ścięgno Achillesa, ale zapewne zobaczymy go jeszcze w belgijskiej reprezentacji.

Największe poruszenie w biathlonowym świecie zrobiła zmiana barw przez Jakova Faka. W odróżnieniu od wielu innych zawodników, zmieniał on bowiem obywatelstwo tuż po wielkim sukcesie, jakim niewątpliwie był pierwszy w historii chorwackiego biathlonu medal na igrzyskach olimpijskich. Trzecie miejsce w sprincie było jedną z większych sensacji igrzysk w Vancouver. Rok wcześniej w Pyeongchang również stanął na najniższym stopniu podium, tym razem w biegu indywidualnym, ponownie zostając pierwszym Chorwatem, który tego dokonał. Mimo sukcesów i zyskania popularności w swoim kraju, nie mógł znaleźć sponsorów, dzięki którym mógłby kontynuować swoją karierę. Już od kilku lat trenował ze słoweńską kadrą i zmiana narodowości wydawała się logicznym następstwem. Co prawda zarzekał się, że czuje się Chorwatem, ale z braku możliwości rozwoju rozpoczął występy w barwach Słowenii. Nowej ojczyźnie odpłacił się dwoma złotymi medalami mistrzostw świata i trzecim miejscem w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata za sezon 2014/2015. Nie powiedział zresztą jeszcze ostatniego słowa i zapewne jeszcze nie raz sprawi sporo radości swoim fanom. Tym ze Słowenii, ale i z Chorwacji, bo mimo zmiany barw dalej podkreśla związki z miejscem swojego urodzenia.

Przypadków zmiany barw w biathlonie było dużo więcej, ale te przedstawione powyżej wydają się najgłośniejsze. Tak jak powiedzieliśmy na początku, często zdarza się, że zawodnicy z byłych republik radzieckich zmieniają barwy, czego doskonałym przykładem jest Maria Panfiłowa. Startowała ona bowiem w kadrze Rosji, Ukrainy a od tego sezonu reprezentuje Białoruś. Interesowały nas jednak nieco inne przypadki, farbowane lisy i lisice, które obywatelstwo zmieniały w okolicznościach niezwiązanych z historią i polityką.

W przypadku Sloof i Faka zmiana była podyktowana chęcią rozwoju, którego nie gwarantowały ich dotychczasowe, dość egzotyczne dla biathlonu nacje. Były to przypadki zmiany barw ze słabszych na lepsze, o ile można tak powiedzieć. "Czy można winić kogokolwiek za to, że goni swoje marzenia?"Z drugiej strony mamy zawodników takich jak Roesch czy Santer, którzy po prostu nie mieścili się w kadrach swoich macierzystych zespołów i pod koniec kariery startowali już w „przybranych” reprezentacjach. Kuzmina i Soulie w dość młodym wieku uświadomiły sobie, że nie mają większych szans na starty w dotychczasowych kadrach i dlatego zmieniły kraje. Tylko Soulie i Santer wybierały państwa, z którymi miały rodzinne powiązania. Reszta to typowe farbowane lisy, szukające dla siebie lepszych warunków. Tylko czy można winić Chardine Sloof za to, że goni swoje marzenia?

Powiązane osoby

 Szwecja | kobieta | Chardine Sloof

 Belgia | mężczyzna | Michael Roesch