Crawford: Moim największym osiągnięciem jest powrót do sportu

Rosanna Crawford to jedna z kanadyjskich biathlonistek, która ostatnimi czasy coraz śmielej puka do światowej czołówki. W wieku 20 lat przeszła operację serca, po której wróciła do uprawiania sportu. W tym sezonie zanotowała swój najlepszy rezultat w karierze, zajmując 8. miejsce na zawodach Pucharu Świata w Oslo. Specjalnie dla Biathlon.pl pochodząca z Canmore zawodniczka opowiedziała o sobie i swojej przygodzie z biathlonem.

Czytałem, że to siostra zachęciła Cię do uprawiania sportu. Ona jednak uprawia biegi narciarskie, dlaczego więc Ty wybrałaś biathlon?

- Chandra i ja urodziłyśmy się i wychowałyśmy w Canmore, w Albercie. Kiedy w 1988 roku w Calgary odbywały się igrzyska, nasze miasto gościło konkurencje narciarstwa klasycznego. Mając centrum olimpijskie tuż obok swoich drzwi, zaczęłyśmy jeździć na nartach w zasadzie od czasu kiedy nauczyłyśmy się chodzić. W wieku lat 10 można było spróbować swoich sił w biathlonie. Chandra na początku także zaczęła od tej konkurencji, ale jak miała 16 lat to przeniosła się do biegów narciarskich. Powiedzmy, że nie była zbyt dobrym strzelcem


Brałaś udział w mistrzostwach świata, a także w igrzyskach olimpijskich. Jak uważasz, co do tej pory było Twoim największym osiągnięciem?

- Móc uczestniczyć w dwóch igrzyskach to coś niesamowitego! Muszę jednak powiedzieć, że moim największym osiągnięciem był powrót do sportu po kilku kontuzjach, a także chorobie, jaką przeszłam między 16 a 20 rokiem życia oraz utrzymanie chęci do treningów i motywacji do dalszego uprawiania sportu. Swój najlepszy rezultat osiągnęłam w tym roku w Oslo, plasując się na 8.pozycji w biegu masowym.


Która z biathlonowych konkurencji jest Twoją ulubioną?

- Uwielbiam sprinty, to bardzo szybka i dynamiczna konkurencja, na drugim miejscu wymieniłabym bieg pościgowy, bo bardzo wiele może się zdarzyć podczas jednego pojedynku na strzelnicy.

Kto był Twoim sportowym idolem?

- Miałam szczęście dorastać w Canmore, gdzie byłam wręcz otoczona olimpijczykami. Od zawszę podglądałam Sarę Renner, Becky Scott i Miriam Bedard.

Będąc zawodowym sportowcem, sporo czasu spędzasz poza domem. Przyzwyczaiłaś się do życia w rozjazdach czy nadal trawi Cię tęsknota za domem?

- Wciąż bardzo tęsknie za domem, męczy mnie ciągłe życie na walizkach i robienie prania w zlewie. Rzeczy, za którymi tęsknię najbardziej to pyszna kolacja z moją rodziną i oczywiście mój pies Moki. Mam jednak to szczęście, że praktycznie cały czas jest ze mną mój chłopak Brendan Green, dlatego jesteśmy mniej samotni niż nasi przyjaciele z kadry, którzy są z dala od swoich ukochanych.

Która z biathlonowych aren jest Twoją ulubioną?

- Bardzo lubię trasy w Pokljuce i Hochfilzen, uwielbiam także atmosferę i kibiców w Anterselwie. Sporą przyjemność sprawiają mi także treningi narciarskie pomiędzy zawodami w Oslo.

Co robisz w swoim wolnym czasie, o ile go masz?

- Bardzo lubię czytać i szydełkować, kiedy jesteśmy w trasie. Jak wracam do domu, uwielbiam spędzać czas z rodziną i moim psem. Kiedy tylko mogę, lubię też dla relaksu pobiegać na nartach.

Lubisz szydełkować, naprawdę?

- Haha, tak uwielbiam szydełkować! To sprawia, że nie mam poczucia winy, kiedy oglądam filmy przed telewizorem, bo przynajmniej robię coś przy okazji.

Na jednym z Twoich zdjęć widać jak wjeżdżasz rowerem na słynne Mount Ventoux. Muszę przyznać, że niewielu ludzi może pochwalić się takim dokonaniem. Czy potraktowałaś to jako trening, czy też jako sposób na relaks?

- W Kanadzie jest taka organizacja Gold Medal Plates, która pomaga zbierać pieniądze na program „Own the podium”, będący jedną z głównych dróg finansowania sportu w naszym kraju. Ludzie licytują wycieczki, na które później jadą z olimpijczykami oraz muzykami. Chandra, odkąd w 2006 roku zdobyła złoty medal w Turynie, została tam zaproszona. Od dwóch lat pojawiła się możliwość, żeby zabrała mnie ze sobą. To niesamowity sposób, żeby pokazać dyscypliny olimpijskie i niezwykle pomocny w zbieraniu funduszy, dzięki którym możemy trenować ciężko całe lato. No więc pojechałam na taką podróż do Francji i na początku maja zatrzymaliśmy się w miejscowości Bedoin, tuż przy Górze Wiatrów. Najmocniejsi kolarze postanowili wjechać na tę górą i zabrałam się z nimi! To niesamowicie trudny podjazd, ale szczęśliwie udało mi się go pokonać. Nawet dwukrotnie, z tym że za drugim razem wjeżdżaliśmy od tej łatwiejszej strony.

Prawie wszyscy w Kanadzie są fanami hokeja na lodzie. Czy Ty też do nich należysz?

- Hmm nie jestem specjalnym fanem hokeja. Jasne, że jak grają Kanadyjczycy, to trzymam za nich kciuki, ale zdecydowanie jestem zwolenniczką biathlonu! Zawsze, kiedy jestem poza cyklem Pucharu Świata, lubię wstawać rano i oglądać wyścigu na żywo. Uwielbiam także oglądać wyścigi kolarskie, zwłaszcza Giro d’Italia i Tour de France.

Myślisz, że masz więcej kibiców w Kanadzie, czy też w Austrii bądź w Niemczech, gdzie biathlon jest bardziej popularny?

- Biathlon to zdecydowanie mniej popularna dyscyplina w Kanadzie, ale moja rodzina i przyjaciele zawsze trzymają za mnie kciuki. Odkąd jednak zaczęłam osiągać dobre wyniki, również i fani w Europie zaczynają mnie rozpoznawać, pozdrawiać i krzyczeć moje imię na trasie!

W świecie biathlonu jest wiele par i małżeństw pomiędzy zawodnikami. A kto Twoim zdaniem jest najprzystojniejszym biathlonistą?

- To musi być Brendan Green! Już ukradł moje serce.

Jakie są Twoje sportowe plany na przyszłość?

- Jak na razie planuję startować do 2016 roku, kiedy to zawody Pucharu Świata odbędą się z Canmore, a potem mistrzostwa świata w Oslo. To będzie coś! Później zobaczę, czy biathlon nadal jest moją miłością, czy będę zdolna rywalizować na wysokim poziomie i nadal realizować moje marzenia.

Powiązane osoby

 Kanada | kobieta | Rosanna Crawford