Ferry: Nigdy nie byłem lepszy, ale kończę i tak

Bjoern Ferry w wywiadzie dla Biathlon.pl zapewnia, że mimo osiągnięcia życiowej formy w ostatnich tygodniach nie zamierza zmieniać swojej decyzji i po zakończeniu sezonu zniknie z biathlonowych tras.

Gratuluję osiągnięcia fantastycznej formy pod koniec obecnego sezonu. Jak myślisz z czego ona wynika?

W siedmiu ostatnich startach pięciokrotnie stawałem na podium, więc na pewno nie jest to wynik wyłącznie szczęścia. Gdy wczoraj rano się obudziłem i zobaczyłem, że nad stadionem wisi mgła, wieje mocny wiatr, a do tego nie spadł świeży śnieg to byłem przekonany, że to nie będzie mój dzień. Jak się okazało nawet ja czasem nie mam racji :)

Czy w twoim pożegnalnym tygodniu startów towarzyszy ci twoja rodzina oraz przyjaciele?

Niestety nie. Pochodzę z północy Szwecji i dotrzeć stamtąd tutaj wcale nie jest tak łatwo. Przyjaciół z kolei nie mam. No, może poza Jakowem Fakiem :)

Po tak dużej ilości świetnych startów w ostatnich trzech tygodniach nie przyszło ci na myśl, żeby jeszcze raz rozważyć decyzję o zakończeniu kariery?

Ani przez chwilę nie miałem takich myśli. Dla mnie to wymarzone przejście na sportową emeryturę.

Czyli wolisz odejść w glorii zwycięzcy?

Ładnie to nazwałeś. Fajnie jest kończyć karierę startując na najwyższym poziomieOczywiście, że fajnie jest kończyć karierę startując na najwyższym poziomie, ale jeśli przez cały sezon prezentowałbym się słabo to decyzja dla mnie byłaby jeszcze prostsza. Tak złożyło, że akurat w ostatnich tygodniach swojej aktywności jako czynnego biathlonisty osiągnąłem życiową formę. Fakty są takie, że nigdy nie byłem lepszy.

Którego z biathlonistów – byłych lub obecnych – uznajesz za swojego największego rywala?

Nie jestem w stanie wymienić jednego nazwiska. Ole Einar Bjoerndalen i Rafael Poiree – to oni uczynili biathlon tym czym jest dzisiaj. Ich zażarta rywalizacja sprawiła, że nasza dyscyplina się rozwinęła w niesamowity sposób. Dzisiaj w ich role wchodzą Emil Hegle Svendsen i Martin Fourcade, chociaż na dobrą sprawę co chwilę pojawia się ktoś nowy. Dziesięć lat temu wszyscy strzelali mniej więcej w tym samym, wolnym tempie. Nagle pojawił się ktoś taki jak Simon Eder, który potrafił strzelać dziesięć sekund szybciej od wszystkich.

No to może dla odmiany – z którym z rywali dogadywałeś się najlepiej? Wspominałeś przed chwilą co prawda, że nie masz przyjaciół poza Jakowem Fakiem, więc może z nim?

Tak, Jakow jest przezabawnym gościem. To nowy Bjoern Ferry. Poza naszą reprezentacją to właśnie z nim spędzam najwięcej czasu iJakow Fak to nowy Bjoern Ferry najlepiej się z nim dogaduję. Kiedyś kimś takim był Halvard Hanevold, z którym dzieliłem wspólne zainteresowania pozasportowe takie jak giełda, biznes, polityka. Godzinami potrafiliśmy dyskutować o cenie złota oraz wydobyciu gazu w Norwegii. Podobnie z Frode Andresenem, który był mocno osadzony w biznesie.

Przez lata dałeś się poznać jako „mistrz ostatniej rundy”. Kto może odziedziczyć ten przydomek po Tobie?

Faktycznie, byłem szybki na ostatnim okrążeniu, ale to było jakieś sześć lat temu. Ostatnie dwa lata były pod tym względem kiepskie, choć teraz czuję się jak za najlepszych lat. W Pokljuce pokonałem nawet Fourcade’a. Osobą, która stosuje tą samą taktykę co ja jest Dominik Landertinger. Zaczyna wolno, ale jak tylko widzi, że ma szansę osiągnąć niezły rezultat to ostatnie kilometry pokonuje w szalonym tempie.

Co planujesz porabiać po odstawieniu karabina w kąt?

Póki co planuję odpocząć od biathlonu. Może zaangażuje się w biznes. Mam kilka pomysłów. Niewykluczone, że wrócę jeszcze do biathlonu w innej roli. Na pewno nie zostanę trenerem, przynajmniej na razie.

Jaka będzie przyszłość szwedzkiego biathlonu po tym gdy ty i Carl Johan Bergman znikniecie z biathlonowych tras?

Trudno powiedzieć. Pamiętam, że od zawsze mamy ten sam problem.Lindstroem będzie ciągnął ten wózek jeszcze przez conajmniej 10 lat. Oby nie samotnie. Była Magdalena Forsberg, potem długo, długo nikt, a następnie nasza złota drużyna Anna Carin Oloffson, Helena Ekholm, Carl Johan Bergman i ja. Na pewno Fredrik Lindstroem jest taką osobą, która przez przynajmniej dziesięć najbliższych lat będzie w stanie ciągnąć ten wózek. Oby nie samotnie. Mam nadzieję, że w przeciągu kilku lat pojawi się jakiś zdolny junior, a może przejść na biathlon zdecyduje się jakiś biegacz narciarski? Mamy dobry system szkolenia, dobrą organizację oraz środki finansowe…

Skoro jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle. Co jest największą bolączką biathlonu w Szwecji?

Mamy za mało talentów, zbyt mała liczba osób garnie się do tego sportu. Nie mamy też w Szwecji takich warunków do uprawiania biathlonu czy narciarstwa biegowego jak np. w Norwegii. Śniegu mamy co prawda sporo, ale nie tam gdzie mieszka większość populacji.